Ta strona używa plików Cookies. Korzystanie z niej oznacza zgodę na używanie Cookies, zgodnie z ustawieniami swojej przeglądarki. Dowiedz się więcej

PACJENCI

Joanna Czarnecka

Sport jest dla mnie tym, czym dla ryby woda. To wierny przyjaciel, któremu odpłacić trzeba jednak tym samym, a to oznacza wiele wyrzeczeń, rezygnację z wielu młodzieńczych rozrywek, pobudki o świcie, codzienne kilkugodzinne treningi. Ale to mnie wcale nie przeraża! Wielu sportowców nie lubi treningu. Chcieliby od razu zmierzyć się z przeciwnikiem, sięgnąć po zwycięstwo, usłyszeć doping ludzi. Ja też lubię rywalizację, też lubię wygrywać, ale ... lubię trening. Trening to moment wyciszenia. Wokół mnie nie ma ludzi, jestem sama ze sobą, ze swoimi problemami i celami do zrealizowania. Zawody to rywale, trenerzy i publiczność. Wszyscy podekscytowani, hałaśliwi. Trening to skupienie, koncentracja. Wtedy właśnie nie tylko pracuję nad formą, ale pracuję nad sobą. Trening sprawia, że problemy widzę wyraźniej i wyraźniej widzę sposoby ich rozwiązania. To dziwne, ale doskonaląc ciało, porządkuję swój umysł. Lubię trenować!

Asia sportem zajęła się w 2001r., zaczęła wtedy trenować biegi i skoki w dal. Wcześniej wiele miesięcy spędziła w szpitalu, gdzie po jednej operacji przychodził czas na kolejną. Przyczyną był naczyniak na prawej stopie, który sprawił ból i deformował stopę, a przez to utrudniał chodzenie, które i tak było możliwe tylko o kulach. Gdy Asia miała 17 lat sama podjęła bardzo trudną decyzję o amputacji. Nie mówi, że było łatwo, bo nie było... Pierwsza proteza była ciężka i niewygodna. Czekała ją nauka chodzenia od nowa, krok po kroku.

Kiedy trafiła do klubu START, jej największe zainteresowanie wzbudziła bieżnia. I tak zostało. Kluczem do spełnienia marzeń było jednak otrzymanie nowej protezy, przeznaczonej specjalnie do uprawiania sportu, która umożliwiłaby jej aktywne treningi. Przy wsparciu firmy OSSUR ufundowaliśmy i wykonaliśmy dla Asi sportową protezę podudzia. Asia na przymiarki jeździła również do Szwecji, gdyż protezę dla niej przygotowywał  doświadczony w pracy ze sportowcami protetyk – Bengt Soderberg, którego młodziutka biegaczka ze Szczecina ujęła swym uporem i miłością do sportu. Ziściły się również marzenia Asi o udziale w zawodach międzynarodowych i zdobywaniu medali. Nie szczędzi więc czasu na długie treningi -trenuje niemal codziennie, po ok. 2,5 – 3 godziny.

Odpowiedni sprzęt ortopedyczny, tak jak zresztą każdy dobry sprzęt sportowy, pozwala osiągać coraz lepsze wyniki przy większym komforcie fizycznym i psychicznym oraz przy większym poziomie bezpieczeństwa, a w przypadku protezy nogi dochodzi jeszcze likwidacja bólu, będącego wynikiem ucisku i obtarć powstających w czasie treningów na zwykłej protezie. Odpowiednie zaopatrzenie pozwoli również na miarodajną ocenę wyników na zawodach międzynarodowych, gdzie będzie okazja zmierzyć się z lekkoatletkami z państw, w których dostęp do wysokiej klasy sprzętu ortopedycznego nie jest takim problemem.
 

Na pytanie, co dała jej nowa sportowa proteza, Asia odpowiada jednak: „Przede wszystkim wiarę w istnienie dobrych ludzi, którzy niosą pomoc innym. Ja szczególnie jestem wdzięczna takim ludziom, ponieważ proteza, którą dzięki nim otrzymałam dała mi szansę na dalsze trenowanie, rozwijanie się i osiąganie lepszych wyników. W przeciwieństwie do poprzedniej protezy podczas treningu nie odczuwam bólu i nie obawiam się połamania protezy albo nogi. Każdy trening w nowej protezie daje mi ogrom przyjemności”.

 

Ambicją i uporem dochodzi do kolejnych sukcesów. 100 metrów pokonuje w czasie 14,8 sekund. W 2006 roku na Mistrzostwach Polski Niepełnosprawnych skoczyła w dal 3,97 m zdobywając srebrny medal.

 

Magda Pierzyna

 

Są takie momenty w życiu, gdy nie mamy już nadziei. Bo kiedy trzeba pożegnać się z marzeniami, trudno z optymizmem patrzeć w przyszłość. Wierzyć, że wszystko jeszcze może się odmienić. Jednak po przebytej chorobie nowotworowej jednego jestem pewna - nigdy nie wolno się poddawać. Bo tylko wtedy życie daje kolejną szansę. Zachorowałam w pierwszej klasie liceum i okazało się, że niezbędna jest amputacja nogi. Czekając na operację zastanawiałam się jakie czeka mnie życie? Miałam dużo szczęścia, że poznałam ludzi, którzy pomogli mi uwierzyć w siebie.

Lubię poszerzać swoje horyzonty, poznawać świat i codziennie uczyć się o nim czegoś nowego. Uwielbiam długie podróże choć nie odbyłam ich zbyt wiele. Wyprawa do Rezerwatu Imire w Zimbabwe, na którą pojechałam z Tomkiem Michniewiczem w ramach projektu „Kierunek: szczęście” była jedną z największych i najwspanialszych przygód w moim życiu. Do wieczora spędzaliśmy czas na safari, podziwiając piękną afrykańską przyrodę. Poznałam fantastycznych ludzi z pasją oraz miałam niepowtarzalną okazję karmić słonie i nosorożce, wspiąć się na Castle Kopje, a nawet spać pod gołym niebem. Chciałam w pełni wykorzystać czas spędzony na Czarnym Lądzie i w tym nieoceniona była moja nowa proteza. Szybko przekonałam się, że jest bezpieczna i mogę jej zaufać. Przetestowałam ją w rozmaitych warunkach i jestem przekonana, że w życiu codziennym również mnie nie zawiedzie.

Udział w projekcie dał mi wiarę w siebie, ale też w innych ludzi. Wierzę, że moja przygoda oraz fakt, że coraz więcej osób dowiedziało się o problemie dotyczącym protezowania, daje nadzieję, że razem możemy coś zmienić.

Magda Pierzyna przeszła amputację kończyny dolnej w wyniku nowotworu w wieku 17 lat. Mimo, iż zabieg zmienił Jeż życie - nie zmienił planów i ambitnego podejścia do otaczającej rzeczywistości. Jednym z marzeń Magdy były dalekie i egzotyczne wyprawy. Siła i upór w dążeniu do celu przyciągnęły wielu ludzi, którzy bezinteresownie postanowili pomóc w urzeczywistnieniu Jej dążeń.

W roku 2012 wyruszyła na niebezpieczną wyprawę do Afryki - realizując program  "Kierunek Szczęście" . Jej przewodnikiem i mentorem był znany podróżnik Tomasz Michniewicz. By wyprawa mogła dojść do skutku - a co ważne zakończyć się sukcesem potrzebna była pomoc zarówno materialna, logistyczna oraz sprzętowa. W akcję zbiórki funduszy włączyła się Fundacja "Iskierka", która była inicjatorem akcji "Kierunek Szczęście". Sens wyprawy, to nie tylko przygoda i zwiedzanie krajobrazów Czarnego Lądu, ale też zwrócenie uwagi opinii publicznej na ciężki los osób po amputacjach. Magda udowodniła, że dobra proteza, połączona z wolą życia potrafi przełamać wszelkie bariery. Niestety system refundacji zakupu protez pozbawia wielu zdolnych ludzi tej szansy. Idea wyprawy była również bliska sercu firmy V!GO. Dlatego z pełnym przekonaniem włączyliśmy się w akcję. Przygotowaliśmy dla Magdy profesjonalną protezę z elektronicznym stawem kolanowym. To ona pomogła Magdzie znów być w pełni cieszyć się życiem.

Zdjęcia: Aleksandra Kaleta-Żmuda

 

Vlodi Tafel

Jestem zawodowym muzykiem. Gdy to mówię, wielu wyobraża sobie moje dzieciństwo - znudzonego ćwiczeniami chłopca, o którego muzyczną przyszłość zadbali przewidujący rodzice. A tu historia całkiem inna. W dzieciństwie zdawało mi się, że będę następcą piłkarzy trenera Górskiego i ciężko ćwiczyłem, ale nie w domu, lecz na murawie.
I wtedy stało się. O dziwo przestało mnie ciągnąć do sportu, choć możliwości miałem nie ograniczone. Pomyślałem o muzyce. Może to jakaś przekora? W końcu niepełnosprawnych sportowców jest tak wielu, a muzyków ... Poczułem, że to jest to. Był tylko jeden problem - na czym grać. Obserwowałem kapele i zauważyłem, że jeden facet, choć ma pracę siedzącą, jest najbardziej zmęczony. I było jasne, jaki instrument wybiorę. Nie mając w rodzinie muzyków, nie ćwicząc w dzieciństwie udało mi się skończyć szkołę i zostać profesjonalistą. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez muzyki. Czasami myślę, że znalazłem w muzyce to co jest obecne w sporcie - emocje, wysiłek, ćwiczenie, upór w dążeniu do celu i wymagającą publiczność.

Vlodi znany jest z mocnego, solidnego uderzenia, zdobył uznanie jako muzyk sesyjny. Wrodzony talent wsparł profesjonalnym wykształceniem - skończył Szkołę Muzyczną II stopnia im. Fryderyka Chopina w klasie perkusji. Pierwszym znaczącym sukcesem było wyróżnienie na festiwalu w Jarocinie w 1993 roku, gdzie grał z Futurobnią. Potem na krócej lub dłużej wiązał się z kolejnymi zespołami i muzykami – m.in. z Różami Europy, ze Zbigniewem Wodeckim, Krzysztofem Waleckim (Oddział Zamknięty), Markiem Kościkiewiczem, Stanisławem Soyką. Pracował nad muzyką do spektaklu „Paolo Conte” wystawianym w Teatrze Nowym w Warszawie. Brał też udział w nagraniu płyt dla dzieci. Przy nagraniach i koncertach współpracował ze znanymi artystami polskiej sceny muzycznej – m.in. z Anitą Lipnicką, Robertem Chojnackim oraz Patrycją Markowską. Ostatnimi laty związał się z zespołami Analog, Sote, Believe, gdzie gra do dziś. Jego dyskografia obejmuje prawie 20 pozycji. Od lat udziela również lekcji gry na perkusji przekazując swoją wiedzę i umiejętności młodszym. Lubi i potrafi to robić.

Lista jego osiągnięć artystycznych jest długa, jest ceniony w świecie muzyków, ale mało kto z nich wie, że Vlodi nie ma nogi – ponad 20 lat temu stracił lewą nogę na poziomie stawu biodrowego. Wiedzą jednak oni o najważniejszym – wiedzą, że Vlodi jest świetnym muzykiem. To się liczy, stał się mistrzem mimo niepełnosprawności. W roku 2006 otrzymał od Skandynawskiego Laboratorium Ortopedycznego (obecnie V!GO) nową protezę. Mamy nadzieję, że większy komfort użytkowania protezy pozwoli mu w jeszcze większym stopniu rozwijać swój talent.

 

Paweł Flaszka

Swoją przygodę zacząłem w roku 2005 od razu po amputacji, ponieważ musiałem odreagować to, co się stało. Pierwszy mój skok był w tandemie i przeżycia, które doznałem od razu pokochałem i za tydzień znalazłem się na strefie Pyrlandia Boogie, gdzie rozpocząłem szkolenie AFF (Accelerated Free Fall), czyli…najszybsza metoda swobodnego spadania. Jako niepełnosprawny miałem problemy z uzyskaniem badań, ponieważ ULC (Urząd Lotnictwa Cywilnego) podchodzi do skoczków spadochronowych jak do kosmonautów, lecz silnymi argumentami wraz instruktorem Iwanem przekonaliśmy lekarza, że nie ma dla mnie żadnego zagrożenia, a jeżeli jest - to dla pełnosprawnych osób również.
 
Na swoim koncie mam 23 skoki i wiem, że będę miał ich więcej. Dziękuję firmie V!GO (Dawniej Cemtrum Techniki Ortopedycznej / Skandynawskie Laboratorium Ortopedyczne) za otrzymanie wsparcia finansowego na realizację mojego szkolenia.

Chciałbym również poprosić wszystkich zainteresowanych o kontakt ze mną (na mój adres e-mailowy: flaszkapawel@interia.pl) osoby, które chcą przeżyć chwile, których nie da się opisać piórem złożonym z klawiatury. Pragnę również podziękować Iwanowi i Maćkowi (Mahoo), za to, że mnie szkolili. Zapraszam wszystkich zainteresowanych na stronę internetową poświęconą skokom spadochronowym www.skydive.pl.

Wierzę, że jeśli czegoś pragnę, to osiągnę to - w większym lub mniejszym stopniu.

 

Zbigniew Stefaniak

Do 9 roku życia w ogóle nie chodziłem. W perspektywie miałam wózek inwalidzki. Lekarze nie byli w stanie mi pomóc. Pomógł mi upór i dobrzy ludzie, których spotkałem na swojej drodze. Teraz jestem sportowcem, biegaczem…. Biorę udział w zawodach organizowanych na terenie całego kraju i zagranicą. Biegając o kulach pokonałem już ponad 15 tysięcy kilometrów, zdobyłem ponad 250 pucharów, wiele medali i dyplomów. I to na pewno nie jest koniec. Sport stał się moją pasją, moim sposobem na życie. Gdyby nie on, mógłbym się stoczyć na dno.
 
Biega, choć cierpi na porażenie mózgowe i jego nogi są prawie całkowicie niepełnosprawne. Wytrwale i z zaangażowaniem trenuje, choć inni wytykają go palcami. Bierze udział w zawodach, choć nie ma dla niego kategorii w żadnym biegu. Wygrywa, choć nie ma konkurentów - ściga się więc sam ze sobą, z czasem, z własnymi słabościami. Zbyszek Stefaniak jest żywym dowodem na to, że czasem warto robić coś „pod wiatr” dla własnej satysfakcji i radości. Może być przykładem dla wielu, którzy dzięki niewielkiej przychylności losu mogą wybrać kule zamiast wózka. Oczywiście nie wszyscy rozumieją jego pasję, dziwią się, że zamiast spokojnego życia w domu wybiera sport, wysiłek i zmęczenie. Jego pogoda ducha sprawia jednak, że przestaje uchodzić za dziwaka.

Zwykle na zawodach przypisywany jest do kategorii sprawnych inaczej, nie ma bowiem innych chcących spróbować swych sił w biegu o kulach. Marzy jednak o sporcie zawodniczym, o bieżni, rywalizacji, o mistrzostwach. Dzięki swoim startom zwiedza też świat. W swym domu mieszczącym się we wsi Gąsiorów, położonej niedaleko Łęczycy, jest praktycznie gościem. Jeśli tylko wie o jakiś zawodach dla niepełnosprawnych, w kraju czy za granicą, dzwoni do organizatorów z pytaniem, czy będzie mógł wystartować. Na każdą taką pozytywną odpowiedź reaguje tak samo – pakuje kilka potrzebnych rzeczy i stawia się na zawodach. Kiedy wraca do domu, przywozi ze sobą kolejny puchar, medal lub dyplom. To cieszy, najważniejsza jest jednak świadomość, że robi w swoim życiu to, co kocha…, że jest sportowcem.