Piszą o nas

"DZIENNIK ŁÓDZKI" - 20 stycznia 2011
"Pies uratowany przez straż miejską będzie miał ortezę"

Reks, jeden z wilczurów, które w okolicach Anastazewa uratowali łódzcy strażnicy miejscy, będzie mógł w końcu stanąć na własnej łapce. Po potrąceniu przez samochód, pies cały czas kuleje. Reks trafił na leczenie do Łodzi, ponieważ w Anastazewie weterynarze nie mogli mu pomóc.
Po prześwietleniu i badaniu okazało się, że w przedniej łapie doszło do uszkodzenia nerwów, przez co pies nie ma w niej czucia.

Historia Reksa wzruszyła pracowników firmy, która zajmuje się przygotowywaniem protez i ortez dla ludzi. Firma postanowiła, że wykona specjalne usztywnienie dla Reksa, tak by pies mógł stanąć na własnej łapie. W piątek zrobiono Reksowi pomiary i wykonano gipsowy odlew chorej łapy.
Na tej podstawie powstanie nowoczesna i specjalistyczna orteza.

- Zajmujemy się wykonywaniem indywidualnych protez i ortez dla ludzi, zwłaszcza dla niepełnosprawnych dzieci. Mamy w tym duże doświadczenie, dlatego postanowiliśmy zrobić też ortezę dla Reksa. System się nie zmienia, są tylko inne wymiary - mówi Sebastian Jastrzębski z firmy Vigo-Ortho Polska.

Reks mieszka teraz w łódzkim schronisku. Specjalnie dla niego przygotowano duży boks. Pies ze spokojem znosił pomiary i gipsowanie.

- On wie, że chcemy mu pomóc. Reks jest bardzo ufny. Mam nadzieję, że dzięki protezie pies będzie mógł znowu biegać, bo jest bardzo żywy. Orteza powinna być gotowa za dwa tygodnie - mówi Bogumiła Skowrońska-Werecka, dyrektorka schroniska na Marmurowej.

"EXPRESS ILUSTROWANY" - 20 stycznia 2011
"Reks ze schroniska przy Marmurowej stanie na czterech łapach !"

Za dwa tygodnie ważący ponad 60 kg Reksio ze schroniska dla zwierząt przy ul. Marmurowej będzie mógł wreszcie stanąć na wszystkich czterech łapach. W piątek, 20.01 br. do schroniska przyjechali specjaliści z warszawskiej firmy produkującej sprzęt ortopedyczny, by wziąć wymiary. Zrobią Reksiowi tzw. ortezę, która usztywni przetrąconą przednią łapę.

- Specjalizujemy się w protezach i ortezach dla dzieci, ale robimy też taki sprzęt dla psów, bo nikt w Polsce tym się nie zajmuje - mówi Sebastian Jastrzębski z firmy Vigo Ortho. - Wzruszyła nas historia Reksa i postanowiliśmy sprawić mu prezent. Ortezę wykonamy bezpłatnie.

Reks został uratowany na początku grudnia w Anastazewie k. Poznania przez wracających ze szkolenia łódzkich strażników miejskich. Pies, potrącony przez samochód, przeżył dzięki wsparciu innego czworonoga - Cygana. Ten przez trzy dni opiekował się Reksem i to on swoim zachowaniem zwrócił uwagę przejeżdżających strażników.

Dzięki interwencji strażników, psy znalazły w Anastazewie nowy dom - w jednym z tamtejszych gospodarstw. Niestety łapa z uszkodzonym nerwem nie dość, że wisiała bezwładnie, to jeszcze zaczęła ropieć. Strażnicy, którzy pod koniec roku pojechali w odwiedziny do uratowanych psów, zabrali chorego czworonoga do łódzkiej kliniki weterynaryjnej przy ul. Janosika. Potem Reks zamieszkał w schronisku.

Dostał duży kojec z budą i powoli dochodzi do siebie. Gdy rana na łapie całkowicie się zagoi, przedstawiciele warszawskiej firmy założą mu ortezę, wykonaną z twardego, ale lekkiego materiału termoplastycznego. Dzięki niej łapa będzie się regenerować, a pies będzie mógł swobodnie chodzić.

"PULS MEDYCYNY" - 17 maja 2011
 

Ruszył Ogólnopolski Program Protezowania realizowany przez Fundację „Poza Horyzonty” Jaśka Meli. Jego celem jest pomoc osobom po amputacji kończyn oraz umożliwienie dofinansowania kosztów zakupu protezy.
Dzięki współpracy z partnerem V!GO–ORTHO Polska sp. z o.o. – producentem protez Fundacja może zaoferować swoim podopiecznym wsparcie psychologiczne, bezpłatne konsultacje i program edukacyjny. ”Dysponujemy bazą kontaktów do specjalistów różnych dziedzin (chirurgii ogólnej, chirurgii naczyniowej, ortopedii dziecięcej i dorosłych, rehabilitacji, psychologii). Prowadzimy także forum dyskusyjne dla osób po amputacjach” – mówi Jasiek Mela. W ramach OPP opieka nad amputowanym pacjentem jest kompleksowa, aby pacjent nie pozostał sam w zupełnie dla niego nowej sytuacji. Dużą rolę odgrywają wolontariusze, którzy mogą np. pomóc przewieźć pacjenta do miejsca konsultacji. „Szansę na normalność powinien mieć każdy człowiek. I choć życie nie jest sprawiedliwe, to warto dokładać swoich starań, by pomóc tym, którzy mają gorszy start - mówi Jasiek Mela.

Ogólnopolski Program Protezowania oferuje podopiecznym bezpłatne konsultacje oraz program edukacyjny, który polega na nieodpłatnych wizytach, podczas których wyjaśniane są wszystkie zagadnienia związane z odpowiednim postępowaniem poamputacyjnym i przygotowaniem do protezowania. Wizyty konsultantów odbywają się na oddziale szpitalnym tuż po amputacji lub w domu (na terenie województwa łódzkiego, śląskiego, mazowieckiego i opolskiego). Podopieczni spoza wymienionych województw mogą skorzystać z bezpłatnej wizyty w jednym z oddziałów firmy V!GO – ORTHO.
Więcej informacji na stronie: www.pozahoryzonty.pl, www.vigo-ortho.pl

 

"EXPRESS ILUSTROWANY" -09 września 2010

Pięć lat temu Przemysław Wieczorek z Aleksandrowa stracił ręce w wypadku kolejowym. Od wczoraj ; dzięki pomocy ludzi może się cieszyć nowymi, w pełni zmechanizowanymi protezami kończyn, które pozwolą ; mu normalnie funkcjonować.


   – ; Jestem szczęśliwy jak nikt na świecie – mówi 24-letni aleksandrowianin, student Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi. Protezy, które otrzymał, to jedne z najnowocześniejszych urządzeń tego typu na rynku. Sztuczne ręce są sterowane mechanicznie, prawa z nich została dodatkowo wyposażona w mechanizm mioelektryczny. Oznacza to, że sterowanie nią odbywa się za pomocą skurczy mięśni barku, tak, jak ma to miejsce w przypadku normalnej ręki. Dzięki protezie Przemek będzie mógł w przyszłości chwytać przedmioty, zamykać i otwierać dłoń oraz zginać rękę w łokciu. ;
Zbiórka na warte ponad 100 tys. zł protezy trwała ponad trzy lata. Blisko 40 tys. zł udało się zebrać dzięki pomocy przyjaciół i znajomych, którzy wpłacali pieniądze na specjalnie utworzone konto. Kolejne 55 tys. zebrano podczas charytatywnego balu, który w Aleksandrowie zorganizowała posłanka Agnieszka Hanajczyk. Brakującą kwotę dorzuciły NFZ i Centrum Pomocy Rodzinie. ; Przymiarki urządzeń trwały niemal dwa lata. Zakończono je dopiero w ubiegłym tygodniu, a wczoraj student otrzymał je na własność. Protezy, które stworzono specjalnie dla Przemka, wymagały wielu poprawek. Wyprodukowano je w Szwecji, a dopasowano w łódzkiej prywatnej pracowni. Nowe ręce to jednak dopiero początek na drodze do odzyskania sprawności.
–Potrzeba wielu ćwiczeń, by protezy pozwoliły mu na normalne funkcjonowanie ; – mówi Małgorzata Wieczorek, dyrektor SP ZOZ w Aleksandrowie, która opiekuje się Przemkiem. Aleksandrowianina nic jednak nie jest w stanie zrazić. ; – Myślę, że za kilka tygodni będę sam podnosił kubek z herbatą – mówi z uśmiechem. ;

PORTAL  "WIRTUALNA POLSKA" -24 sierpnia 2010

W poniedziałek 23 sierpnia, w godzinach 13.30 - 14, ulicami Warszawy od strony Starych Babic w kierunku ul. Kłopotowskiego na Pradze, przejechał 20-osobowy peleton rowerzystów pilotowany przez warszawska policję.
Rowerzyści są Belgami, niektórzy w starszym wieku (najstarszy uczestnik wyprawy ma 71 lat). Podróżują z Brugii (Belgia) do Moskwy z przystankami m.in.: w Aalter, Berlinie, Warszawie i Mińsku.

Codziennie pokonują około 170 km. Do tej pory przejechali ok. 1600 km, przed nimi jeszcze drugie tyle. Wyprawa ma cel charytatywny. Celem ich podróży jest propagowanie aktywnego trybu życia, zwrócenie uwagi na problem osób niepełnosprawnych i ich ograniczeń ruchowych oraz wsparcie belgijskiej organizacji Anvasport pomagającej inwalidom, którzy aktywnie uprawiają sport i nie chcą się poddać swojej niepełnosprawności.

"Każda osoba, która mimo niepełnosprawności i wielu barier, osiągnęła sukces czy wytrwale rozwija swoje zainteresowania, jest przykładem i jednocześnie zachętą dla innych osób, nie tylko niepełnosprawnych" - mówi uczestnik wyprawy - Kris Heyerick, pracownik belgijskiego koncernu CTO (Centrum Technische Orthopedie). "Dlatego naszym obowiązkiem jest wspierać takie działania, każdy na swój sposób".

Chris Heyerick odwiedził polski oddział CTO - Centrum Techniki Ortopedycznej (wcześniej Skandynawskie Laboratorium Ortopedyczne) i spotkał się z jego pracownikami. CTO zajmuje się najwyższej jakości rozwiązaniami ortopedycznymi, pomagającymi osobom niepełnosprawnym powrócić do normalnego samodzielnego życia. CTO Polska chętnie wspiera programy, które mają na celu przełamywanie wszelkich barier, pomoc w przystosowaniu się do nowych realiów oraz stworzenie nowych warunków życia codziennego dla osób niepełnosprawnych i w miarę swoich możliwości wspiera osoby niepełnosprawne.

To właśnie na protezie CTO Jaś Mela zdobył dwa bieguny. Lekkoatletce Joannie Czarneckiej i Vlodiemu Tafel - perkusiście, CTO wykonało i ufundowało protezy kończyn dolnych, dzięki czemu mogą nadal realizować swoje marzenia.

GŁOS SZCZECIŃSKI - 22 grudnia 2006

Biegaczka...
Nie ma nogi, a biega. Przeszła ponad dwadzieścia operacji, kilkanaście naświetlań. Długie miesiące spędziła w szpitalach.

Joanna Czarnecka miała szesnaście lat, gdy usłyszała, że czeka ją amputacja nogi. To był szok. "Nigdy się na to nie zgodzę” - powiedziała matka, Małgorzata. "Nigdy”- zawtórowała Joanna. "Niech boli, ale chcę mieć nogę”.

W rok później Asia zmieniła zdanie. Powiedziała krótko: "Panie doktorze, proszę ciąć”.
Przez dwa tygodnie bała się zajrzeć pod kołdrę, bo nie chciała się naocznie przekonać, że już nie ma prawej nogi.

- Ale prawdę mówiąc to była dobra decyzja - zapewnia dziś Joanna. - Skończył się koszmar życia w ciągłym bólu. Miałam nogę nie mogłam chodzić, nie mam nogi - biegam, skaczę w dal. Wiem, że brzmi to niedorzecznie, ale taka jest prawda. Mam doskonałe protezy a moją pasją stał się sport.

Naczyniak
Małgorzata Czarnecka: - Asia urodziła się z naczyniakiem na prawej stopie. To taka choroba genetyczna. W dodatku nie miała kości strzałkowej. Lekarze zapewniali, że naczyniak się wchłonie. Nie wchłonął się a wręcz odwrotnie rósł jak opętany. Trzeba było co jakiś czas go wycinać. Pierwszy raz zawiozłam Asię do szpitala, gdy miała cztery latka. Serce mi się krajało, gdy musiałam tę kruszynkę zostawić samą.

Dziś rodzice mogą być cały czas przy dziecku, nawet w szpitalu nocować. Wtedy były wyznaczane rzadkie i krótkie terminy wizyt. Pamiętam jak podkradałam się pod salę i przez dziurkę do klucza patrzyłam na moją córeczkę.

Naczyniak nie tylko rósł, powodował ból nogi, ale i deformował stopę. Asia musiała chodzić w specjalnym bucie ortopedycznym i o kulach. Z czasem i to było niemożliwe. Przestała uczęszczać na lekcje. Nauczyciele przychodzili do domu.

- Nawet byłam z tego zadowolona - przyznaje mama Małgorzata. - Wiedziałam, że gdy będzie w domu, to dzieci nie będą jej dokuczać. A sporo przykrości, szczególnie w szkole podstawowej doznała od rówieśników. Wyśmiewali się z niej, popychali, nie pomagali. Zawsze się bałam, że zrobią jej jakąś krzywdę. Zauważyłam, że dopiero od niedawna zmienił się stosunek do kalekich dzieci i w ogóle do niepełnosprawnych. Duża w tym zasługa całej akcji z Jasiem Melą.

Proteza pierwsza-katorga
Asia jest ambitna, pracowita. Nie miała problemów z nauką. Zdała maturę, dostała się na studia. Jest studentką Akademii Rolniczej. Ale od paru lat, jak sama podkreśla, jej największą pasją jest sport i jemu poświęca większość czasu.

Zanim pogodziła się z amputacją przeszła chwile załamania. Życie bez bolącej nogi nie od razu zrobiło się lepsze. Pierwsza proteza, która dostała była ciężka i niewygodna. Ocierała kikut nogi przyciętej pod kolanem.

- Wtedy byłam przerażona - mówi cicho Asia. - Zaciskałam zęby w czasie rehabilitacji. Ćwiczyłam, uczyłam się na nowo chodzić, uczyłam upadać, tak żeby sobie nie zrobić krzywdy. Ale nie przypuszczałam, że to będzie takie trudne, że taka niewygodna może być proteza. Gdy w końcu jakoś się do niej przyzwyczaiłam, jakoś dopasowałam, to poszłam ponownie do klubu sportowego Start.

Pierwszy raz do tego szczecińskiego klubu trafiła za namową nauczycielki, jeszcze przed amputacją. Przyszła o dwóch kulach i wywołała zakłopotanie. Zaproponowano jej jazdę wyczynową na sportowych wózkach inwalidzkich. Nie za bardzo ją to interesowało.
Pełnym zachwytu wzrokiem wodziła za biegającymi po bieżni. "Boże, chciałabym biegać tak jak oni”- wyszeptała cichutko. Ale spojrzała na swoje kule, zdeformowaną nogę i szybko odpędziła nierealne myśli.
Marzena Kociołek pracownica działu marketingu SOL- Polska:
- Były zawody niepełnosprawnych w Szczecinie i któryś z naszych pracowników zobaczył Asię. Biegała na takiej zwykłej protezie do chodzenia. O dziewczynie opowiedzieli Bengtowi Soderbergowi, założycielowi i właścicielowi firmy. Asia ujęła go ambicją, umiejętnością przezwciężania trudności, zapałem i miłością do sportu. Własnoręcznie zrobił dla niej protezę. Cały czas bardzo się interesuje sportowymi
osiągnięciami Asi.

Pozwólcie mi biegać
Gdy po amputacji przyszła do klubu na protezie, znowu zobaczyła biegających. Powiedziała, że też chciałaby spróbować. Może to determinacja, a może coś było w jej biegu. W każdym bądź razie trenerka Anna Szymul rozpoczęła z nią trudne, mozolne treningi.

- Biegałam na zwykłej protezie, która okropnie trzeszczała - wspomina Asia. - Bałam się, że w czasie biegu ją połamię. Pewnie dlatego te moje pierwsze wyniki nie były imponujące. Setkę pokonywałam w ciągu 21 sekund. Ale ja wiedziałam, że to jest to, że chcę być coraz lepsza. Czułam, że sport stanie się moją pasją, że odmieni moje życie.

Dwa lata temu w życiu Asi Czarneckiej pojawiła się firma pod nazwą Skandynawskie Laboratorium Ortopedyczne (SOL). Specjalizuje się ono w wykonywaniu indywidualnych protez.

Proteza druga, czyli idealna
- W święta Wielkanocne, w 2004 roku dostałam od firmy SOL - Polska specjalną protezę do uprawiania sportu - opowiada uszczęśliwiona Asia. - Ona ma nie tylko niezwykły kształt, ale przede wszystkim jest bardzo lekka i wytrzymała. Została wykonana z włókna węglowego. Wspaniale się na niej biega i skacze. A w święta Bożego Narodzenia dostałam też od tej samej firmy drugą protezę. Służy mi do chodzenia. Nie ma porównania z tą ciężką i niewygodną, którą miałam poprzednio. Ponadto doskonale udaje zdrową nogę. To jest taka proteza jaką ma Heather Mills, żona Paula McCartney`a.

Skoki w dal, to druga sportowa pasja Joanny. W tym roku na Mistrzostwach Polski Niepełnosprawnych zdobyła srebrny medal. Skoczyła 3,97 m.
Brązowy medal dostała za biegi. Sto metrów pokonuje w czasie 14,8 sekundy. Na Młodzieżowych Mistrzostwach Świata Niepełnosprawnych w Irlandii, zdobyła czwarte miejsce w tych obu konkurencjach.

Teraz myśli o olimpiadzie.

- Przede mną wielkie wyzwanie - mówi tajemniczo Asia. - Chcę uczestniczyć w paraolimpiadzie w Chinach, która odbędzie się w 2008 roku. To moje wielkie marzenie. Wierzę, że mi się uda, bo ktoś powiedział przecież, że marzenia są po to, aby je realizować.

Od półtora roku Asię trenuje Alicja Jaros.

- Jestem pełna podziwu dla tej dziewczyny - mówi trenerka. - Jest zdyscyplinowana, ambitna. Trudno ją wygnać z hali sportowej. Najchętniej spędzałaby tu całe dnie. Widzę jak wielką przyjemność sprawiają jej treningi. Sport stał się jej drugim życiem.
Małgorzata Czarnecka ociera łzy.

- To ze szczęścia - wyjaśnia. - Cieszę się, gdy widzę Asię taką samodzielną, zadowoloną, osiągającą sukcesy. Po tym co przeszła należą jej się te chwile radości. Razem z młodszą córką Kasią jesteśmy z niej takie dumne. Nigdy nie zdołam odwdzięczyć się ludziom, którzy podarowali jej te protezy. Przecież nas nigdy nie byłoby stać na takie. A bez nich Asia siedziałaby w domu.

Krystyna Pohl

SUPER Express, 12 kwietnia 2006

Nareszcie mam wymarzoną rękę!

Wreszcie! Beata Grudzień (21l.) uśmiecha się od ucha do ucha do ucha. – Teraz będę łapać nową ręka wszystko, co jest pod ręką. Jak małe dziecko! – cieszy się dziewczyna. – Dziękuję Czytelnikom „Super Expressu”! Dzięki waszym pieniądzom spełniły się moje marzenia!
- To tak jak w tym programie „Chcę być piękna”. Wydaje Ci się, że już nic nie możesz zrobić ze swoim wyglądem, a tu nagle przestajesz wyróżniać się na ulicy. Mam dwie ręce! – mówi mi Beata.
Jesteśmy w Skandynawskim Laboratorium Ortopedycznym w Łodzi. To właśnie tam protetyk Robert Rochmiński (34l.) przygotował supernowoczesną protezę prawej ręki.
- Jest fenomenalna! – przyznaje Beata. – Gdy dowiedziałam się, że jedziemy do Łodzi po jej odbiór, z wrażenia nie mogłam spać przez dwie noce.
Sztuczna kończyna Beaty naszpikowana jest elektroniką. Sama otwiera i zamyka palce. Wystarczy, że Beata swoim bicepsem i tricepsem naciśnie na czujniki wewnątrz protezy. Ręka w kolorze skóry obraca się też w nadgarstku, a łokieć blokuje się na wybranej wysokości.
- Teraz mogę robić prawo jazdy. Bez problemu złapię siatki z zakupami i otworzę kluczem drzwi do mieszkania – wylicza szczęśliwa Beata.
O Beacie z Prandoncina piszemy od dawna. Gdy miała 2 lata, straciła rękę. Od tego czasu miała kilka tanich i złych protez. Marzyła o tej najlepszej. Czytelnicy naszej gazety nie zawiedli. Wpłacili na upragnioną rękę aż 68 tys. zł!
Agata Rowińska

Gazeta Wyborcza, 30 września 2005

Inteligentne protezy

Wyglądają jak prawdziwa ręka lub noga. Są lekkie, idealnie dopasowane do ciała i bardzo drogie. Inteligentne protezy. Można na nich zawędrować nawet na biegun. Albo zdobyć medal w biegach.

Znany polarnik Marek Kamiński i niepełnosprawny Jaś Mela, którzy wspólnie dotarli do obu biegunów Ziemi przekonywali wczoraj w Łodzi, że niepełnosprawność nie musi być barierą w pokonywaniu nawet najtrudniejszych wyzwań. Gospodarzem spotkania było szwedzko-polskie laboratorium ortopedyczne SOL, które wytwarza inteligentne protezy.
16-letni dziś Janek miał wypadek trzy lata temu. Stracił w nim nogę i rękę. - Proteza, którą dostałem od kasy chorych, przypominała ociosany kołek. Chodzenie było udręką. I wtedy pojawił się Marek. Rzucił pomysł - biegun. Pomyślałem "czego mam tam szukać" - opowiada Janek. - Ale w końcu zapaliłem się do pomysłu. Nawet gdyby się nie udało i tak warto było zaryzykować.

Żadna z firm protetycznych w Polsce nie chciała się podjąć wykonania specjalistycznej protezy. Lekarze też odradzali niepełnosprawnemu chłopcu ryzykowną wędrówkę w ekstremalnych warunkach. - I wtedy zgłosił się do mnie SOL. Mam teraz protezę, na której mogę chodzić, biegać, skakać. Świetnie sprawdziła się w niskich temperaturach - mówi Janek. - Wreszcie mogę normalnie żyć.

Inteligentna proteza umożliwiła zrealizowanie marzeń 20-letniej Asi, której pasją jest bieganie. Dziewczyna straciła nogę z powodu choroby naczyniowej. Teraz znów trenuje. Latem zdobyła brązowy medal na mistrzostwach Polski dla niepełnosprawnych w biegu na 200 metrów. - Marzę, aby pobiec w maratonie - mówi Asia. - Na razie mój rekord to 12 kilometrów.

Inteligentne protezy produkowane są z kosmicznych materiałów: tytanu i włókien węglowych. I kosmicznie kosztują - w zależności od standardu wykonania. Od kilku tys. zł (np. palec) do 70 tys. zł za podudzie. Wszystkie są indywidualnie dopasowywane do pacjenta z uwzględnieniem wagi, wieku i rodzaju aktywności. Rocznie laboratorium wykonuje ich kilkaset. Po protezy przyjeżdżają nawet Rosjanie, Amerykanie i Niemcy.
(EMKA)

Dziennik Łódzki, 30 września 2005

Jaś uczy łamać bariery

Znani podróżnicy Jaś Mela i Marek Kamiński spotkali się wczoraj z niepełnosprawnymi łodzianami. Na spotkanie pod hasłem „Niepełnosprawność nie jest barierą” przybyli także sportowcy z Polskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych START oraz perkusista zespołu Analog, który w wypadku stracił nogę.
Relacja zdobywców obydwu biegunów Ziemi wzbudziła wielkie zainteresowanie. Okazuje się, że niewiele brakowało, by pierwsza wyprawa w ogóle nie odbyła się.
- Przez rok zwracaliśmy się do różnych firm z prośbą o pomoc w jej przygotowaniu – opowiadał Marek Kamiński – Firmy ubezpieczeniowe po przeprowadzeniu analiz odpowiadały nam, że zdobycie bieguna przez Jasia w ogóle nie jest możliwe. Dopiero po roku znaleźliśmy sponsora, który bezpłatnie przekazał protezy. Wtedy inni też dali nam szansę.
Organizatorzy wczorajszego spotkania to Skandynawskie Laboratorium Ortopedyczne, Oddział Chirurgii Ogólnej i Naczyniowej szpitala im. Pirogowa oraz Fundacja Rozwoju Chirurgii Naczyniowej i Angiologii.
- Nasz cel to przekazanie, że niepełnosprawni mogą żyć normalnie. Dlatego zaprosiliśmy dziś osoby, które są w stanie udowodnić to na własnym przykładzie, m.in. znakomitych, utytułowanych sportowców – mówił Sebastian Jastrzębski SLO.
Na wczorajszym spotkaniu w siedzibie SLO niepełnosprawni mogli skorzystać z bezpłatnych konsultacji lekarza, rehabilitanta i protetyka.
(MIG)

OPM - OGÓLNOPOLSKI PRZEGLĄD MEDYCZNY, magazyn lekarzy i menedżerów służby zdrowia, 8/2005

SOL – technologia w protetyce

Technologia wytwarzania zaopatrzenia ortopedycznego cały czas się rozwija, rosną wymagania osób po amputacji, a w związku rośnie natężenie prac badawczo-rozwojowych prowadzących do postępu w protetyce. Jeszcze niedawno można było pomarzyć o kolanie, które umożliwiałoby swobodne schodzenie i wchodzenie po schodach z protezą. Nowe kolano RHEO islandzkiej firmy OSSUR wykorzystujące magnetyczny płyn hydrauliczny daje takie możliwości (na rynek wprowadzane będzie najprawdopodobniej jeszcze w tym roku).
    Protezy kończyn górnych to protezy miolektryczne z sensorami aktywowanymi mięśniami kikuta. Protezy kosmetyczne dłoni są bardzo trudne do odróżnienia od naturalnych części ciała. Stosujemy głównie silikony oddające strukturę naturalnej skóry pacjenta, natomiast francuscy koloryści dbają o każdy szczegół – zmarszczkę, linię papilarną, odcień koloru skóry pacjenta.
    Wiele nadziei pokładanych jest w osseointegracji, która polega na bezpośrednim łączeniu kości z protezą. Implant zastępuje lej protezowy, a w protezie można nawet spać. Na świecie przeprowadzono do tej pory kilkadziesiąt takich operacji.
W Skandynawskim Laboratorium Ortopedycznym wykorzystywane są komponenty sprowadzane z całego świata; firma współpracuje z wieloma producentami z Europy i USA. W związku z tym pacjenci mają duży wybór technicznych wariantów zaopatrzenia, dobieranego jednak zawsze indywidualnie. Nasi protetycy nieustannie podnoszą swoje kwalifikacje w kraju i zagranicą. Staramy się być na bieżąco odnośnie zaawansowania technologii wytwarzania sprzętu ortopedycznego. Często pojawia się jednak pytanie: „A jak te zdobycza techniki przekładają się na możliwości przeciętnego chorego w Polsce?”. NFZ wyznacza limity dofinansowania zaopatrzenia ortopedycznego - protez, ortez, gorsetów.  Są to stałe kwoty (np. na protezę udową - 2800zł, a protezę podudzia – 1500zł), bez względu na rzeczywistą cenę sprzętu, a np. w Szwecji pokrywany jest całkowity koszt wykonania zaopatrzenia. Z tego, co wiemy, to żaden z zakładów ortopedycznych nie jest w stanie wykonać dobrego zaopatrzenia w ramach tych limitów. Pacjent może jednak starać się o wsparcie w Powiatowych Centrach Pomocy Rodzinie i fundacjach.

OGÓLNOPOLSKI INFORMATOR OSOBY (NIE) PEŁNOSPRAWNEJ, CZERWIEC 2005 NR 6(69)

Przełamujemy bariery z SOL-Polska

Wstęp
Skandynawskie Laboratorium Ortope-dyczne od wielu lat prowadzi w Szwecji i Polsce indywidualny serwis protetyczno-ortotyczny. Stały kontakt z osobami niepełnosprawnymi pozwala na wyciągnięcie konkretnych wniosków - dla osób niepełnosprawnych pasja, hobby, sport są nieocenionymi elementami re-habilitacji, lepszego nastawienia psychicznego, poprawy sprawności fizycznej, najlepszą formą aktywnego wypoczynku. Niedostateczna wiedza o życiu osób niepełnosprawnych, w tym amputowanych, powiela stereotypy. Niezbędna jest zatem edukacja, i to zarówno o sposobach rehabilitacji, jak i profilaktyce. (SOL-Polska jest obecnie w trakcie realizacji programu profilaktyki stopy cukrzycowej zainaugurowanego przez konferencję dla lekarzy. Program ten ma na celu powołanie w dużych szpitalach specjalnych zespołów do opieki nad pacjentami cierpiącymi na zespół stopy cukrzycowej, tak aby w Polsce ograniczyć ilość amputacji spowodowanych cukrzycą).
Ważna jest ponadto świadomość, że utrata kończyny, niepełnosprawność nie musi oznaczać całkowitej zmiany planów życiowych i marzeń, rezygnacji ze swych zainteresowań.
SOL wspiera sportowców
Sport osób niepełnosprawnych to nie sport drugiej kategorii. Na piśmie równe prawa osobom zdrowym i niepełnosprawnym gwarantuje Europejska Karta Sportu, natomiast w praktyce dowodzą temu wyniki Paraolimpiad z ostatnich lat. Nasi paraolimpijczycy w Atenach w 2004 r. zdobyli 54 medale (w tym 10 złotych), podczas gdy olimpijczycy zaledwie 10 ogółem (3 złote). Sportowi działacze paraolimpijscy nawołują jednak, żeby nie ulegać złudzeniu, że skoro nasi paraolimpijczycy świetnie radzą sobie na zawodach, to nie znaczy to, że sport niepełnosprawnych ma się dobrze.
Swoją „cegiełkę” dokłada tutaj również Skandynawskie Laboratorium Ortopedyczne, oferując pomoc m.in. 19-letniej Asi Czarneckiej – zawodniczce lekkoatletyki z PZSN START i podopiecznej  Anny Szymul – srebrnej medalistki ostatniej Paraolimpiady w Atenach. SOL-Polska sfinansowało i wykonało dla tej zdolnej biegaczki specjalną sportową prote-zę podudzia.         
- Teraz wszyscy trzymamy za nią kciuki na zawodach, jak również –w co głęboko wierzymy– w przyszłości na paraolimpiadzie w Chinach w 2008 roku – mówią pracownicy firmy.

Odpowiedni sprzęt ortopedyczny, tak jak z resztą każdy dobry sprzęt sportowy, pozwala osiągać coraz lepsze wyniki przy większym komforcie fizycznym i psychicznym oraz przy większym poziomie bezpieczeństwa, a w przypadku protezy nogi dochodzi jeszcze likwidacja bólu, będącego wynikiem ucisku i obtarć powstających w czasie treningów na zwykłej protezie. Odpowiednie zaopatrzenie pozwala również na miarodajną ocenę wyników na zawodach międzynarodowych, gdzie jest okazja zmierzyć się ze sportowcami z państw, w których dostęp do wysokiej klasy sprzętu ortopedycznego nie jest takim problemem.
Wyprawa „Razem na Biegun”
Wykonanie dobrego zaopatrzenia ortopedycznego, a sportowego w szczególności, nie jest sprawą łatwą, wymaga specjalistycznych komponentów i wiedzy technicznej. SOL-Polska ma jednak już duże doświadczenie w dziedzinie sprzętu ortopedycznego „do zadań specjalnych” –  firma jest bowiem wykonawcą i sponsorem protezy dla Jasia Meli, który w 2004r. wraz z Markiem Kamińskim jako pierwszy niepełnosprawny zdobył obydwa bieguny Ziemi. Dojście na dwa bieguny w ciągu jednego roku to jedna część sukcesu Jasia, druga - to zdobycie wiary we własne możliwości, których nie ogranicza ułomność fizyczna.
Jaś Mela, Asia Czarnecka to młodzi ludzie, którzy pokazują, że życie po amputacji z protezą otwiera nowe możliwości, a przeszkody w wielu przypadkach stwarzamy sobie sami.
Szkoła przekraczania granic
Ważne jest jednak, aby Asia i Janek  nie byli wyjątkami. Dlatego Skandynawskie Laboratorium Ortopedyczne zawsze gorąco i bardzo chętnie wspiera programy, które mają na celu przełamywanie wszelkich barier, pomoc w przystosowaniu się do nowych realiów oraz  stworzenie nowych warunków życia codziennego dla osób niepełnosprawnych. W tym zakresie firma jest wielkim sojusznikiem Fundacji Marka Kamińskiego, która m.in. w lipcu organizuje „Szkołę przekraczania granic”. Celem jest pokonywanie barier w realizacji marzeń dzieci niepełnosprawnych. Nie trzeba nikogo przekonywać, że takie inicjatywy są niezbędne i niezwykle pomocne w rehabilitacji najmłodszych osób niepełnosprawnych, jak i zdobyciu wiary we własne możliwości, których nie ogranicza ułomność fizyczna.

OGÓLNOPOLSKI INFORMATOR OSOBY (NIE) PEŁNOSPRAWNEJ, MAJ 2005 NR 5(68)

SOL a stopa cukrzycowa

Wstęp   
    Chodzenie to czynność, której prawie wszyscy nauczyliśmy bez większego wysiłku w wieku 1 roku, a teraz wykonujemy ją niemal odruchowo, nie doceniając łatwości wykonania każdego kroku. Sytuacja zmienia się jednak diametralnie, jeśli chodzenie przysparza nam ból lub też trzeba się go nauczyć od nowa, często nawet już w dorosłym życiu. Wówczas każdy, nawet najmniejszy krok jest wysiłkiem, a tym samym dużym sukcesem. Tę wartość poznają przede wszystkim osoby po amputacji oraz pacjenci cierpiący na zespół stopy cukrzycowej.
    Skandynawskie Laboratorium Ortopedyczne (SOL-Polska) od 1994 r. prowadzi serwis protetyczno-ortotyczny w Szwecji, a od 1999 r. w Polsce (oddziały: Łódź, Tarnowskie Góry, Warszawa). Wieloletnie doświadczenie i codzienny kontakt z pacjentami pozwala wyciągnąć konkretne wnioski wskazujące na istnienie znacznych różnic między Szwecją a Polską w dziedzinie ortopedii, leczeniu zespołu stopy cukrzycowej oraz w podejściu do amputacji jako zabiegu. Ponadto w polskim społeczeństwie pokutuje wiele mitów odnośnie życia osób niepełnosprawnych i codziennego funkcjonowania osób amputowanych z protezą.
    Niewątpliwie utrata kończyny jako nagła zmiana w wyglądzie jest wielkim szokiem, wprowadza w życie wiele zmian, dotyka silnie poczucia własnej wartości i niejednokrotnie jest przyczyną załamania psychicznego czy depresji. Tym bardziej ważny jest fakt, że wielu amputacjom można zapobiec.

Program profilaktyki stopy cukrzycowej
    Najczęstszym powodem amputacji są choroby naczyń obwodowych, cukrzyca oraz nowotwory. Osoby, które straciły kończynę w wyniku nagłego wypadku, stanowią tylko kilka procent ogółu wszystkich amputacji. Według szacunków ok. 40-60% wszystkich nieurazowych amputacji kończyn dolnych dokonuje się u pacjentów z problemami cukrzycowymi, a przy tym schorzeniu szczególnie dużą rolę odgrywa profilaktyka, która odpowiednio wcześnie podjęta może uratować kończynę. Świadomość tego faktu była impulsem działań Skandynawskiego Laboratorium Ortopedycznego, które rozpoczęło aktywne działania na rzecz profilaktyki stopy cukrzycowej – tematu, jak przyznaje wielu lekarzy, dotychczas w Polsce zaniedbanego. Początkiem było zorganizowanie w styczniu 2005 r. konferencji w Katowicach i Łodzi poświęconych tej problematyce. Udział wzięło ponad 200 lekarzy, zarówno chirurgów, diabetologów, podiatrów, ortopedów jak i rehabilitantów oraz fizjoterapeutów. Wysoką rangę wydarzenia podkreślał fakt, iż patronat nad konferencją objęła Międzynarodowa Organizacja Zrzeszająca Protetyków i Ortotyków (ISPO) oraz Polskie Towarzystwo Diabetologiczne – oddział łódzki oraz śląski. Prelegentami były wybitne autorytety szwedzkiego środowiska medycznego – prof. Anders Stenström (chirurg ortopeda) i Bengt Soderberg (protetyk, ortotyk, prezes szwedzkiego oddziału ISPO) oraz Paweł Stęsicki (protetyk, pracownik SOL).
    Zorganizowanie kongresu o stopie cukrzycowej podyktowane było potrzebą, która wyłaniała się z obserwacji i badań medycznych. Szacuje się, że w najbliższych latach nastąpi wzrost zachorowań na cukrzycę o 170 % w krajach rozwijających się i o 42 % w krajach rozwiniętych. Według prognoz w 2025 r. będzie 300 mln osób dorosłych chorych na cukrzycę, w tym 76% zachorowań w krajach rozwijających się. W Szwecji od wielu lat prowadzi się bardzo zaawansowane działania, które przynoszą ulgę pacjentom oraz pomagają zrozumieć przebieg choroby. Do najważniejszych i najgroźniejszych powikłań cukrzycy należy zespół stopy cukrzycowej. Powikłania dotyczą: naczyń krwionośnych, nerwów, mięśni, skóry oraz kości stopy. Pojawiają się zaburzenia czucia w stopie, ograniczenie ruchomości stawów oraz zaburzenia ukrwienia, co utrudnia gojenie się wszelkich ran i obtarć. Samo badanie farmakologiczne okazuje się często niewystarczające. Jak przy każdym schorzeniu, tak i przy stopie cukrzycowej – najważniejsze jest zapobieganie. Warto dodać, że koszty profilaktyki stopy cukrzycowej i wczesnej interwencji są relatywnie niskie w porównaniu z kosztami leczenia owrzodzeń stóp czy amputacji. 
Na czym polega realizowany przez SOL-Polska program zapobiegania komplikacjom stopy cukrzycowej? Przede wszystkim na stworzeniu zespołów ds. opieki nad pacjentami z problemem stopy cukrzycowej. W skład takiego zespołu powinni wchodzić: diabetolog/internista, chirurg ortopeda, protetyk/ortotyk, podiatra, pielęgniarka diabetologiczna. Pierwszy taki zespół powstanie w Łodzi, a następny - na Śląsku (z racji posiadania tam własnych oddziałów firmy), ale celem jest powołanie takich zespołów przy klinikach w dużych miastach w całym kraju. Bazą wdrażania tego programu jest doświadczenie szwedzkich specjalistów. W Szwecji program działa bowiem od 20 lat przynosząc bardzo dobre efekty, co potwierdzają obiektywne analizy i badania. Celem Skandynawskiego Laboratorium Ortopedycznego jest wprowadzenie tych standardów w profilaktyce i leczeniu, tak aby pacjenci w Polsce mieli dostęp do odpowiedniego zaopatrzenia ortopedycznego. SOL-Polska zajmuje się zatem wykonywaniem indywidualnego zaopatrzenia ortopedycznego dla pacjentów z problemem stopy cukrzycowej - ortez, wkładek, sandałów. Udowodniono, iż w 60-85% przypadków odpowiednie obuwie może zapobiec ponownemu wystąpieniu owrzodzeń stopy.

Dane dotyczące zespołu stopu cukrzycowej są alarmujące.
- na owrzodzenie stóp cierpi 4-10% diabetyków,
- 85% amputacji kończyn dolnych u diabetyków jest poprzedzonych owrzodzeniem stóp,
- 80% owrzodzeń stóp jest następstwem urazu zewnętrznego – najczęściej źle dobranego obuwia. Tych urazów można uniknąć poprzez stosowanie odpowiedniego obuwia i wkładek ortopedycznych. Specjalne zaopatrzenie ortopedyczne może też przyspieszyć gojenie sie ran, powstrzymać nawrót owrzodznia stóp oraz zapobiec utracie kończyny.

Po amputacji

    Oczywiście nie wszystkim amputacjom można zapobiec, zabieg ten jest jednak ratującą życie ostatecznością w leczeniu stopy cukrzycowej. Niewiedza i nieświadomość ludzi po amputacji powodują bardzo często lęk, czego efektem jest wybór poruszania się za pomocą wózka inwalidzkiego lub leżenie w łóżku rezygnując w ten sposób z czynności, które wykonywano przed utratą kończyny. Często decyzję o protezowaniu odkłada się na późniejszy czas, co jest dużym błędem, ponieważ przy wszelkiego rodzaju amputacjach wskazane jest jak najszybsze rozpoczęcie rehabilitacji. Technologia wykonywania zaopatrzenia ortopedycznego jest dzisiaj bardzo zaawansowana i nadal się rozwija. Dobra proteza i chęć wykorzystania jej wszystkich możliwości (co wiąże się z konsekwencją w nauce chodzenia) gwarantują niezależność, a w wielu przypadkach powrót do życia zawodowego. W SOL-Polska wykonuje się protezy z komponentów sprowadzanych z całego świata. Pacjenci mają w związku z tym duży wybór technicznych wariantów zaopatrzenia, dobieranego jednak zawsze indywidualnie.
Naturalnie jest to kwestia bardzo indywidualna, ale w protezie można chodzić, biegać, tańczyć, prowadzić samochód, uprawiać sport lub…zdobyć dwa bieguny Ziemi w ciągu jednego roku, co pokazał nam Jaś Mela – nastoletni chłopiec, który kilka lat temu stracił prawe przedramię i lewe podudzie. Skandynawskie Laboratorium Ortopedyczne jest wykonawcą i sponsorem nowoczesnej protezy dla Jasia – towarzysza w wyprawie Marka Kamińskiego.
    Utrata kończyny nie musi zatem oznaczać całkowitej zmiany planów życiowych i marzeń, rezygnacji ze swych zainteresowań. Większość z pojawiających się trudności można przezwyciężyć, ucząc się funkcjonowania z protezą. Życie po amputacji z protezą otwiera bowiem nowe możliwości, a przeszkody w wielu przypadkach tkwią w nas samych a nie w faktycznych barierach.

Podsumowanie
Działania takie jak konferencja zorganizowana przez SOL-Polska mają na celu podnoszenie świadomości pacjentów i lekarzy, zwiększanie roli profilaktyki w leczeniu cukrzycy, a tym samym zmniejszanie liczby amputacji kończyn, która powinna być ostatecznością. Uświadomienie zagrożenia wynikającego z zaniedbań zespołu stopy cukrzycowej ma głęboki sens. Jest to bowiem poważny problem społeczny i tylko współpraca lekarzy wielu specjalizacji oraz profilaktyka mogą zapobiec wielu amputacjom u diabetyków. Każda uratowana kończyna jest sukcesem programu.

PRZEKRÓJ, NR 16 /3121/

Jaś Mela – zdobywca
Kibicowaliśmy mu w wyprawach na oba bieguny. Stał się wzorem nie tylko dla niepełnosprawnych

Na drzwiach pokoju Jasia Meli, 16-latka z Malborka, wisi żółty znak drogowy: „Uwaga! Niedźwiedzie!”. Przywiózł go ze Spitsbergenu, norweskiej wyspy na Morzu Arktycznym. – Wszędzie jest ich tam pełno i mieszkańcy muszą chodzić z bronią – tłumaczy.
Takiego samego niedźwiedzia na drzwiach ma w biurze Marek Kamiński, polarnik, który pomógł chłopcu w ubiegłym roku zdobyć dwa bieguny Ziemi. Dzięki temu Jaś dostał pieniądze od sponsorów na protezy ręki i nogi, które stracił po porażeniu prądem. Stał się sławny. Dał ludziom nadzieję, że nie ma sytuacji beznadziejnych. Mimo woli został bohaterem i idolem.
Miły, sympatyczny, przystojny. Na głowie ma imponująco długiego jeża. W drodze z biegunów polarnicy chcieli mu zrobić przyjemność i specjalnie dla niego kupili w Amsterdamie mocny żel do włosów.
Piszą o nim portale internetowe: szkolne, geograficzne i religijne, dla kobiet, farmaceutów i ministrantów. Nastoletni fani zakładają poświęcone mu strony i wymieniają informacje o muzyce, której słucha. Dostaje dziesiątki listów. Rozkłada je na łóżku i odpisuje przy szkolnym biurku.
Urszula Mela, matka Jasia, narzeka: - Poczta e-mailowa już dawno się zapchała. Może to dobrze. Nastolatki pisały: „Jasiu jesteś śliczny, chciałabym się z Tobą spotkać. To nic, że nie masz rączki i nóżki”.
CIESZYĆ SIĘ KAŻDYM DNIEM
Dom Melów stoi na końcu ulicy, ostatni w szeregu niskich, zadbanych willi. Wygląda jak mieszkanie wycięte z bloku i rzucone na trawnik na przedmieściach Malborka. Z szarych ścian wystają zardzewiałe pręty.
Rodzice Jasia mają około czterdziestki. Urszula jest psychologiem w poradni dla trudnych dzieci. Drobna, w okularach, z płomiennoruda czupryną. Bogdan bez powodzenia prowadził firmę handlującą sprzętem komputerowym, w końcu ją zamknął i zajął się własnymi dziećmi. Gdy rozmawiamy, co chwila zagląda do pokoju 9-letniej Dorotki i 12-letniej Agatki.
W Polowie lat 90. wpadli w długi. Nie mieli na rachunki za prąd. Groziło im, że będą siedzieć po ciemku. W styczniu 1997 roku była mroźna zima. Dogrzewali się elektryczną farelka. O czwartej w nocy zapaliła się od niej szafa. Spłonął cały dom. – Nie zostało nic oprócz kilku nadpalonych książek. Szczęśliwie nikomu nic się nie stało. Pomyślałam, że nic złego nie powinno nas już spotkać – mówi Urszula.
W sierpniu 1997 roku było gorąco. Pojechali z dziećmi nad jezioro, do Sztumu. Gdy mieli wracać, okazało się, że materacyk z 7-letnim Piotrusiem za daleko odpłynął. – Był piskliwym dzieckiem. Jak to możliwe, że to stało się tak cicho? – Urszula wciąż to przeżywa. Piotruś zsunął się do wody na oczach 9-letniego Jasia. Kąpało się mnóstwo ludzi. ale nikt niczego nie zauważył. Ciało chłopca wyłowiono z trzcin. – Bałam się o Jasia, jak to przeżyje. Ale nie pękł. Może dlatego, że dużo rozmawialiśmy – mówi Urszula. – To złudzenie, że życie można zaplanować. Teraz wiem, że trzeba cieszyć się każdym dniem.
Był 24 lipca 2002 r. Jaś miał 13 lat. Poszedł na plac zabaw. Zaczęło padać, schował się z kolegą pod daszek transformatora. Drzwiczki były otwarte, wszedł głębiej. Przez całe ciało od lewej nogi do prawej ręki przeszedł prąd o napięciu 15 tysięcy wolt.
Lekarze na pogotowiu zdejmowali mu lewy but i spodnie razem ze spaloną skórą. – To cud, że przeżył – uważa Urszula. Prąd mógł uszkodzić serce, wątrobę, nerki. Ale nie uszkodził.
Lekarze ze szpitala w Gdańsku dzień po dniu po kawałku wycinali martwe ciało na nodze i ręce. Robili, co mogli, aby ocalić jak najwięcej.
- Nabraliśmy nadziei. Ale szybko przyszło zwątpienie. 15 sierpnia było święto Matki Boskiej Zielnej. Opatrunek zmieniono dzień później. Wdała się gangrena. Trzeba było wybierać: ręka i noga albo śmierć – wspomina Urszula. Najbardziej ją zdziwiło, że Jaś był świadomy, co mu groziło. Cieszył się, że żyje. Urszula dziękowała Bogu, że udało się ocalić jego bark. Inaczej nie byłoby do czego przyczepić protezy.
Narodowy Fundusz Zdrowia kupił dla Jasia protezę za 900 złotych. Miała sztywną stopę i paski, którymi przywiązuje się ją do kikuta. Kuśtykał, ale nie mógł chodzić. Sprężyste protezy z ruchomą stopą kosztują nawet 30 tysięcy złotych. Najlepsze protezy ręki – do 45 tysięcy.
- Pojechałem do przedstawiciela dużej niemieckiej firmy, która je produkuje. zapytali, skąd wezmę pieniądze – opowiada Bogdan Mela.
SZYBCIEJ! SZYBCIEJ! NA BIEGUN!
- To było przeznaczenie – mówi Marek Kamiński o tym, jak zdecydował, że pomoże Jasiowi. W 1995 roku jako pierwszy Polak zdobył oba bieguny. Zastanawiał się właśnie nad kolejną wyprawa. Miało to być coś szalonego. W gabinecie na tablicy powiesił kartki z pomysłami: Kosmos, Wyprawa do Wnętrza Ziemi, Podróż na Górze Lodowej, Zielone Piekło, Zaginiony Świat.
Przyszedł do niego Artur Matys, wydawca książek i kolega Urszuli z liceum. Powiedział, że Jaś potrzebuje pieniędzy na nową rękę i nogę. Kamiński dopisał na tablicy: Wyprawa z Jasiem.
- To był normalny chłopak. Kopał piłkę i grał na komputerze. Nie interesował się podróżami. Ale sam zadecydował. Rodzice dali mu wolną rękę – twierdzi Wojciech Ostrowski, operator filmowy i towarzysz wypraw Kamińskiego, który przyjaźni się z Melami. Żona Ostrowskiego Natalia pożyczyła od Kamińskiego filmy przyrodnicze dla Jasia, aby nie nudził się w czasie rehabilitacji.
- Zaczęliśmy się zastanawiać: przepłynąć Kaszuby kajakiem, wejść na Rysy lub Mont Blanc. Plany były coraz śmielsze. Zdecydowaliśmy się iść na biegun, bo to jest symbol – mówi Kamiński.
Przez kolejne miesiące duże i małe firmy odmawiały sponsorowania. Wszystko się zmieniło, gdy Skandynawskie Laboratorium Ortopedyczne – SOL, szwedzka firma, która ma przedstawicielstwo w Łodzi – zgodziło się za darmo zrobić Jasiowi nową rękę i nogę. Ostrowski sfilmował kolejne przymiarki. Właściciel firmy ze skupieniem zakłada Jasiowi protezę nogi. Ten niepewnie stawia pierwsze kroki. – Szybciej, szybciej – woła Szwed. Jaś zaczyna chodzić, a potem biec i podskakiwać. Jest szczęśliwy, śmieje się.
- Teraz na protezach mogą dać napis: „Testowane w warunkach polarnych” – żartuje Ostrowski.
Zanim wyruszyli na biegun północny, w kwietniu 2004 roku zatrzymali się w Spitsbergenie. Szalał sztorm, sypał śnieg. Na Wielkanoc zaginął Adam Kieres, polarnik, który pomagał Kamińskiemu w pierwszych wyprawach.
- Obok nas przeszła śmierć. Ryzykowałem wszystko. Gdyby Jasiowi coś się stało, spadłoby to na mnie – mówi Kamiński. Przypomniał sobie, jak lekarka zajmująca się rehabilitacją Jasia nie chciała brać udziału w przygotowaniach do wyprawy. Uważała ja za zbyt niebezpieczną.
Gdy ruszyli na biegun po krze, było pełno szczelin i spiętrzeń. – Przewracaliśmy się co krok. Może po 50 razy dziennie. Bałem się, że Jaś coś złamie – mówi Kamiński. Do ostatniego dnia nie byli pewni, czy dojdą. W dzień się zbliżali, a nocą oddalali, bo wiał wiatr i kra dryfowała w przeciwnym kierunku.
Wyprawę relacjonowała telewizja TVN. Widzowie mogli wysyłać SMS-y. Uzbierano w ten sposób pieniądze na protezy dla 65 niepełnosprawnych osób.
W grudniu 2004 roku postanowili iść za ciosem. Wybrali się na biegun południowy. W drodze spędzili Wigilię, specjalne życzenia dostali od Jana Pawła II. Biegun zdobyli w sylwestra.
- Z daleka widać było wielką, ciemną kopułę z tytanu na biegunie. Pod nią jest amerykańska stacja – opowiada Jaś. – W pobliżu czekał już reporter z TVP. Przyleciał samolotem i chciał zrobić z nami wywiad. Ostrzegaliśmy go, że na Antarktydzie jest wysoko, około trzech tysięcy metrów, i nie powinien biegać. Ale nie słuchał. Gdy zaczął mówić do mikrofonu, przewrócił się i zemdlał. Odnieśli go, a potem odleciał.
Po powrocie Jasia telewizja wkroczyła do jego domu. Budziła go ze snu wycelowana kamera. – Nie myślałem, że to, co na ekranie, jest takie sztuczne. Mówili nam: „Zachowujcie się, jakby nas nie było”. A potem kazali mi pięć razy wchodzić do pokoju z talerzem jedzenia – dziwi się Jaś.
JESTEM BOHATEREM, TO ŁATWE
Został honorowym obywatelem Malborka. Otrzymuje zaproszenia do kol ejnych miast. Rodzice musieli się zmienić w jego menedżerów. Wrócił właśnie z Nowego Jorku. Był na dorocznym balu Explorer Club (Klubu Odkrywców) w ekskluzywnym hotelu Waldorf Astoria.
- Było dziwnie, bo średnia wieku wahała się około 75 lat. Zobaczyłem, że aby zostać odkrywcą, trzeba mieć pieniądze. Choć milioner Steve Rosset, który obleciał w balonie cały świat, był w porządku – mówi.
Najbardziej zawiodła go Statua Wolności. – Taka zgniłozielona kobieta z książką i pochodnią – uważa. W następnym tygodniu ma jechać do Madrytu. Gania po domu z Miśkiem, śnieżnobiałym psem podbiegunowej rasy husky, którego dostał w swojej szkole.
Artur Matys ma nadzieję, że Jaś poradzi sobie, gdy zapomną o nim media. Opowiada, jak zaczepił go kiedyś starszy mężczyzna po zawale. Szedł na operację serca. Nie bał się, bo dzięki Jasiowi uwierzył, że wszystko jest możliwe.
Niedawno Jasia zaproszono do radiowej „Trójki” na promocję książki niepełnosprawnego Rosjanina Rubena Gallego „Białe na czarnym”. Opisuje, jak wychowywał się w radzieckich sierocińcach: „Jestem bohaterem. To łatwe. Jeśli nie masz rąk albo nóg, jesteś bohaterem albo trupem. Po prostu nie mam innego wyjścia”.
Czy dla Jasia byłoby lepiej, gdyby prąd go nie poraził i to wszystko się nie zdarzyło? Sam nie potrafi na to odpowiedzieć.

MICHAŁ MATYS

PRZEWODNIK LEKARZA” 1(73)2005

Konferencja dotycząca problematyki stopy cukrzycowej

Problematyce stopy cukrzycowej została poświęcona konferencja, która odbyła się 13 stycznia w Katowicach i 15 stycznia 2005 r. w Łodzi. Organizatorem było Skandynawskie Laboratorium Ortopedyczne (SOl-Polska), które od 1999 roku prowadzi indywidualny serwis protetyczny i ortotyczny w Polsce. Siedziba firmy mieści się w Łodzi, a jej oddziały znajdują się również w Tarnowskich Górach oraz w Warszawie. Firma ta była wykonawcą i sponsorem nowoczesnej protezy dla Jasia Meli, która sprawdziła się w ekstremalnych warunkach w czasie wyprawy Marka Kamieńskiego „Razem na biegun”.
W kongresie w Katowicach i Łodzi uczestniczyło 200 lekarzy, zarówno chirurgów, diabetologów, podiatrów, ortopedów jak i rehabilitantów oraz fizjoterapeutów. Wysoką rangę wydarzenia podkreślał fakt, iż patronat nad konferencją objęła Międzynarodowa Organizacja Zrzeszająca Protetyków i Ortotyków (ISPO) oraz Polskie Towarzystwo Diabetologiczne – oddział łódzki oraz śląski. Prelegentami były wybitne autorytety szwedzkiego środowiska medycznego – prof. Anders Stenström (chirurg ortopeda) i Bengt Soderberg (protetyk, ortotyk, prezes szwedzkiego oddziału ISPO) oraz Paweł Stęsicki (protetyk, pracownik SOL)

Prelekcje na konferencji dotyczyły następujących tematów:
epidemiologia stopy cukrzycowej. Patofizjologia. Wpływ sytuacji socjo-ekonomicznej.
kliniczne i laboratoryjne badania w celu stawiania poprawnej diagnozy.
klasyfikacja ran.
problemy z chodzeniem oraz ucisk na stopy.
zapobieganie powstawaniu owrzodzeń stóp cukrzycowych.
leczenie owrzodzeń stóp cukrzycowych – kontrola metaboliczna, naczyniowa i chirurgia ortopedyczna, chirurgiczne opracowywanie ran.
leczenie za pomocą zaopatrzenia ortotycznego: wkładki, obuwie, środki ochronne.
powierzchowne i głębokie infekcje stóp cukrzycowych.
ucisk w górnej części podeszwowej obuwia.
rozwój metody CHARCOT dotyczącej chirurgii stopy oraz leczniczych środków ortopedycznych.
wyniki leczenia problemu stopy cukrzycowej (analiza znaczenia zespołów lekarskich oraz centrów  diabetycznych w oparciu o 20-letnie doświadczenie).

    Zorganizowanie kongresu o stopie cukrzycowej podyktowane było potrzebą, która wyłaniała się z obserwacji i badań medycznych. Szacuje się, że w najbliższych latach nastąpi wzrost zachorowań na cukrzycę o 170 proc. w krajach rozwijających się i o 42 proc. w krajach rozwiniętych. Według prognoz w 2025 r. będzie 300 mln osób dorosłych chorych na cukrzycę, w tym 76 proc. zachorowań w krajach rozwijających się. W Polsce duża część amputacji jest wynikiem powikłań cukrzycy. Do najważniejszych i najgroźniejszych z nich zaliczyć należy właśnie tzw. zespół stopy cukrzycowej. Powikłania dotyczą: naczyń krwionośnych, nerwów, mięśni, skóry oraz kości stopy. Pojawiają się zaburzenia czucia w stopie, ograniczenie ruchomości stawów oraz zaburzenia ukrwienia. Jest to poważny problem społeczny i tylko współpraca lekarzy wielu specjalizacji oraz profilaktyka może uchronić przed najgorszym – amputacją. Według szacunków ok.40-60 proc. wszystkich nieurazowych amputacji kończyn dolnych dokonuje się u pacjentów z problemami cukrzycowymi.
    Jak wynika z rozmów przeprowadzonych z lekarzami różnych specjalizacji wszelkie działania zmierzające do poprawy obecnego stanu, a przede wszystkim uświadamianie zagrożenia wynikającego z zaniedbań zespołu stopy cukrzycowej mają głęboki sens. Jak przy każdym schorzeniu, tak i przy stopie cukrzycowej – najważniejsze jest zapobieganie, a ponadto koszty profilaktyki stopy cukrzycowej i wczesnej interwencji są relatywnie niskie w porównaniu z kosztami leczenia owrzodzeń stóp czy amputacji. W Szwecji od wielu lat prowadzi się bardzo zaawansowane działania, które przynoszą ulgę pacjentom oraz pomagają zrozumieć przebieg choroby. Nie chodzi tu tylko o badania farmakologiczne, ale również o profilaktykę polegającą m.in. na wykonywaniu różnego rodzaju zaopatrzenia ortopedycznego takiego jak wkładki czy specjalne obuwie.
Jak wynika z prelekcji, czynnikiem odpowiedzialnym za spadek ilości wykonywanych radykalnych amputacji jest kwalifikowana opieka naczyniowa oraz multidyscyplinarny zespół ds. opieki nad stopą cukrzycową. W skład takiego zespołu wchodzą: diabetolog, chirurg, ortopeda, pielęgniarka diabetyczna, podiatra, ortotyk, chirurg naczyń.
    Kongres ten jest dopiero początkiem działań podejmowanych przez Skandynawskie Laboratorium Medyczne na rzecz profilaktyki stopy cukrzycowej. SOL sprowadza i zaopatruje pacjentów cierpiących na zespół stopy cukrzycowej w specjalne obuwie i wkładki, indywidualnie dopasowane do każdego pacjenta. Ponadto planowane są kolejne kongresy medyczne.

PULS MEDYCYNY Nr 3 (100) 2-15 lutego 2005

Kompleksowa terapia powikłań cukrzycowych może zapobiec amputacji

Szacuje się, że ok. 40-60 proc. nieurazowych amputacji kończyn dolnych jest następstwem powikłań cukrzycowych. Wielu diabetyków mogłoby uniknąć amputacji, gdyby w odpowiednim momencie trafili pod opiekę zespołu lekarzy specjalizujących się w leczeniu zespołu stopy cukrzycowej.

Profilaktyce i leczeniu stopy cukrzycowej poświęcony był kongres, zorganizowany 13 stycznia w katowickim Domu Lekarza przez Skandynawskie Laboratorium Ortopedyczne – wykonawcę i sponsora protezy nogi dla Jasia Meli, zdobywcy Biegunów Północnego i Południowego. Uczestniczyło w nim kilkudziesięciu chirurgów, podiatrów, ortopedów i rehabilitantów.
Główna przyczyna – niewygodne buty
Według danych, które zaprezentowano na kongresie, 85 proc. amputacji kończyn dolnych u diabetyków jest wynikiem owrzodzenia stóp. Problem ten dotyka 4-10 proc. pacjentów z cukrzycą typu 2. Wśród czynników sprzyjających powstawaniu owrzodzeń prof. Anders Stenström z Oddziału Ortopedii Szpitala Uniwersyteckiego w Lund wyróżnia m.in. uprzednie owrzodzenie lub amputację, neuropatię (czuciową, ruchową i wegetatywną), czynniki urazowe (noszenie niewłaściwego obuwia, chodzenie boso, upadki) i biochemiczne (ograniczona ruchomość w stawach, wypukłości kostne, deformacje stóp, modzele). Istotna jest też sytuacja socjoekonomiczna pacjenta (niskie wykształcenie, ograniczony dostęp do opieki medycznej).
„W Szwecji i Holandii przyczyną 80 proc. owrzodzeń stóp jest niewłaściwie dobrane obuwie – zbyt ciasne lub za małe” – podkreślił prof. A. Stenström, inicjator powstania Diabetic Foot Care Team (zespołu do opieki nad stopą cukrzycową) w Szpitalu Uniwersyteckim w Lund w latach 80. Obecnie takie zespoły działają niemal w każdym szwedzkim szpitalu. „Dwadzieścia lat temu, uważano, że za powstanie stopy cukrzycowej odpowiada mikroangiopatia. Dziś wiadomo, że główną przyczyną jest neuropatia” – mówi A. Stenström.
Leczenie owrzodzeń stóp jest bardzo kosztowne, ponieważ wymaga długotrwałej hospitalizacji, rehabilitacji, opieki nad pacjentem w domu oraz różnych specjalistów. W Holandii koszt wygojenia pierwotnego sięga 10 tysięcy dolarów, a w Szwecji 7 tysięcy dolarów. Duży wpływ na jego wynik ma miażdżyca obwodowa tętnic. Leczenie po amputacji jest jeszcze droższe. Według różnych źródeł, trzeba na nie przeznaczyć od 11 tysięcy (Nowa Zelandia) do 45-65 tysięcy dolarów (Szwecja).
Skomplikowane leczenie
Gojenie się owrzodzeń stóp w cukrzycy jest uzależnione od wielu czynników, dlatego wymaga wielostronnego podejścia. W zależności od konkretnego przypadku, stosuje się różne metody. Należą do nich: rekonstrukcja tętnicy (tromboendarterektomia), przezskórna angioplastyka wewnątrznaczyniowa, dylatacja balonowa, wszczepienie by-passów oraz leczenie farmakologiczne. Prawidłowa terapia powinna uwzględniać opanowanie infekcji, leczenie choroby naczyniowej, zniesienie ucisków oraz miejscowe leczenie rany. Wybór właściwej metody powinien być uzależniony od typu umiejscowienia oraz przyczyny powstania owrzodzenia.
„Lekarz powinien pamiętać, że opieka nad pacjentem musi być systematyczna. Czasem trwa do końca jego życia, ponieważ wyleczone owrzodzenie może znów powrócić. Trzeba to również uświadomić choremu. wielu pacjentów jest zmęczonych terapią i nie chce się dalej leczyć” – podkreśla prof. A. Stenström.
Pięcioosobowy zespół specjalistów
W Szwecji zapobieganiem i leczeniem zespołu stopy cukrzycowej zajmują się 5-osobowe zespoły specjalistów. w ich skład wchodzą: diabetolog/internista, chirurg ortopeda, protetyk/ortotyk, podiatra i pielęgniarka diabetologiczna. Wspierają ich również przedstawiciele innych specjalności: chirurg naczyniowy, radiolog, dietetyk i lekarz podstawowej opieki zdrowotnej.
W Polsce, jak twierdzą szwedzcy specjaliści, do 2015 roku liczba radykalnych amputacji powinna zostać zredukowana o 40 proc., a amputacji obustronnych o połowę. 80 proc. wszystkich amputacji powinny stanowić amputacje poniżej kolana, a tylko 20 proc. amputacje powyżej kolana. Uzyskanie takich wyników uzależnione jest jednak od zmian organizacyjnych w ochronie zdrowia w Polsce. W każdym większym szpitalu należy powołać zespół ds. stopy cukrzycowej.

Mariola Marklowska, Katowice

DIABETYK 2/2005 (112)

O stopie na konferencji

Problematyce stopy cukrzycowej została poświęcona konferencja, która odbyła się 13 stycznia w Katowicach i 15 stycznia 2005 r. w Łodzi. Uczestniczyło w niej 200 lekarzy, zarówno chirurgów, diabetologów, podiatrów, ortopedów, jak i rehabilitantów oraz fizjoterapeutów.
Rangę wydarzenia podkreślał fakt, iż patronat nad konferencją objęła Międzynarodowa Organizacja Zrzeszająca Protetyków i Ortotyków (ISPO) oraz Polskie Towarzystwo Diabetologiczne – oddział łódzki oraz śląski. Kongres zorganizowało Skandynawskie Laboratorium Ortopedyczne (SOl-Polska), które od 1999 roku prowadzi indywidualny serwis protetyczny i ortotyczny w Polsce.
Prelegentami były wybitne autorytety szwedzkiego środowiska medycznego – prof. Anders Stenström (chirurg ortopeda) i Bengt Soderberg (protetyk, ortotyk, prezes szwedzkiego oddziału ISPO) oraz Paweł Stęsicki (protetyk, pracownik SOL).
O tym, jak szeroki zakres problemów obejmowały wspomniane konferencje świadczą podejmowane w trakcie ich trwania tematy, m.in.: patofizjologia stopy cukrzycowej;  kliniczne i laboratoryjne badania w celu stawiania poprawnej diagnozy; klasyfikacja ran; problemy z chodzeniem oraz ucisk na stopy; zapobieganie powstawaniu owrzodzeń stóp cukrzycowych; leczenie owrzodzeń stóp cukrzycowych – kontrola metaboliczna, naczyniowa i chirurgia ortopedyczna, chirurgiczne opracowywanie ran; leczenie za pomocą zaopatrzenia ortotycznego: wkładki, obuwie, środki ochronne; powierzchowne i głębokie infekcje stóp cukrzycowych; rozwój metody CHARCOT dotyczącej chirurgii stopy oraz leczniczych środków ortopedycznych; wyniki leczenia problemu stopy cukrzycowej (analiza znaczenia zespołów lekarskich oraz centrów  diabetycznych w oparciu o 20-letnie doświadczenie).
Zorganizowanie kongresu o stopie cukrzycowej podyktowane było potrzebą, która wyłaniała się z obserwacji i badań medycznych. Szacuje się, że w najbliższych latach nastąpi wzrost zachorowań na cukrzycę o 170% w krajach rozwijających się i o 42% w krajach rozwiniętych. Według prognoz w 2025 r. będzie 300 mln osób dorosłych chorych na cukrzycę, w tym 76% zachorowań w krajach rozwijających się. W Polsce duża część amputacji jest wynikiem powikłań cukrzycy, tzw. zespołu stopy cukrzycowej. Powikłania dotyczą: naczyń krwionośnych, nerwów, mięśni, skóry oraz kości stopy. Pojawiają się zaburzenia czucia w stopie, ograniczenie ruchomości stawów oraz zaburzenia ukrwienia. Jest to poważny problem społeczny i tylko współpraca lekarzy wielu specjalizacji oraz profilaktyka może uchronić przed najgorszym – amputacją. Według szacunków ok.40-60% wszystkich nieurazowych amputacji kończyn dolnych dokonuje się u pacjentów z problemami cukrzycowymi.
    Jak w przypadku każdego schorzenia, także „stopa cukrzycowa” wymaga wszelkich działań prewencyjnych – najważniejsze bowiem jest zapobieganie rozwojowi tego schorzenia i jego dramatycznym skutkom. Ponadto koszty profilaktyki stopy cukrzycowej i wczesnej interwencji są relatywnie niskie w porównaniu z kosztami leczenia owrzodzeń stóp czy amputacji. W Szwecji od wielu lat prowadzi się bardzo zaawansowane działania, które przynoszą ulgę pacjentom oraz pomagają zrozumieć przebieg choroby. Nie chodzi tu tylko o badania farmakologiczne, ale również o profilaktykę polegającą m.in. na wykonywaniu różnego rodzaju zaopatrzenia ortopedycznego takiego jak wkładki czy specjalne obuwie.
Kongres, jaki miał miejsce w Łodzi i Katowicach, jest początkiem działań podejmowanych przez Skandynawskie Laboratorium Medyczne na rzecz profilaktyki stopy cukrzycowej. SOL planuje kolejne kongresy medyczne.
W ramach ciekawostki, informujemy, że firma SOL była wykonawcą i sponsorem nowoczesnej protezy dla Jasia Meli, która sprawdziła się w ekstremalnych warunkach w czasie wyprawy Marka Kamieńskiego „Razem na biegun”.

PULS MEDYCYNY Nr 1 (98) 12-25 stycznia 2005

Biegun Południowy zdobyty

31 grudnia 2004r. niepełnosprawny Jan Mela i polarnik Marek Kamiński zdobyli Biegun Południowy. W ten sposób Janek Mela został najmłodszą na świecie osobą niepełnosprawną, która zdobyła oba bieguny Ziemi w ciągu jednego roku. Dokonał tego w protezie podudzia.
Jej wykonania podjęło się Skandynawskie Laboratorium Medyczne (SOL Polska) z Łodzi. Proteza została wyposażona w specjalne zabezpieczenia, żeby nie zawiodła w warunkach polarnych. „W trakcie trwania wyprawy byliśmy w regularnym kontakcie z Fundacja Marka Kamińskiego i nie mieliśmy żadnych sygnałów o problemach z protezą. Wręcz przeciwnie – wiemy, że Jasiowi szło się w niej dobrze. Bardzo się cieszymy, że mogliśmy mieć swój wkład w wyprawę oraz współpracować z Fundacją Marka Kamińskiego w zakresie przełamywania barier w sposobie postrzegania osób niepełnosprawnych” – mówi Katarzyna Majchrowicz, dyrektor ds. marketingu SOL Polska. Przed wyprawą Janka Meli na Biegun Południowy, oprócz przeglądu protezy, dokonano w niej jednej, ale zasadniczej zmiany – wymieniono lej na nowy, aby idealnie pasował do kikuta i był bardziej komfortowy.

PULS MEDYCYNY 13 października 2004

Udoskonalona proteza podudzia pozwala marzyć o wyprawie na Biegun Południowy
W czasie zakończonej pełnym sukcesem wyprawy chłopiec poruszał się w protezie podudzia, specjalnie dla niego przygotowanej przez protetyków Skandynawskiego Laboratorium Ortopedycznego (SOL Polska). Pisaliśmy o niej szczegółowo w nr 10 (81) 2004 Pulsu Medycyny. Janek Mela ma też protezę ręki, ale nie używał jej w drodze na Biegun Północny. Zapowiada, że nie zabierze jej także na wyprawę na drugi biegun.
Pomyślna kontrola
Janek używa wciąż tej samej protezy podudzia. Została ona jedynie trochę zmodyfikowana, bo w normalnych warunkach chłopiec nie potrzebuje leja ze stalową linką, który miał na biegunie. W ostatnim tygodniu września był na kontroli w Skandynawskim Laboratorium Ortopedycznym. "Z nogą Jaśka jest wszystko w porządku, jest wydolna, w bardzo dobrym stanie jest również skóra. Także proteza doskonale zniosła wyprawę. Jedynym problemem było to, że Jasiek urósł i trzeba ją było trochę wydłużyć" - opowiada protetyk, mgr fizjoterapii Robert Rochmiński, kierownik ds. medycznych Skandynawskiego Laboratorium Ortopedycznego.
"Jestem tą protezą zachwycony, najlepsza, jaką miałem" - powiedział Pulsowi Medycyny Janek Mela, przyznając, że była to jedna z największych jego obaw na wyprawie. "Nigdy wcześniej żadna proteza nie była testowana w takich warunkach. Ale ta zdała egzamin. Szło mi się w niej bardzo dobrze" - twierdzi chłopiec. Teraz marzy o tym, by zdobyć dwa bieguny w jednym roku. Jeśli znajdą się sponsorzy wyprawy na Biegun Południowy, mogłaby się ona odbyć w grudniu. Poprzedzą ją przygotowania w ośrodku olimpijskim w Cetniewie, krioterapia, trening na basenie i kurs wspinaczkowy.
Nowy "design" leja
Przed kolejną wyprawą proteza zostanie ponownie przystosowana do warunków ekstremalnych i zaopatrzona w lej ze stalową linką. R. Rochmiński rozmawiał już o tym z Jankiem i Markiem Kamińskim. Wyprawa na Biegun Południowy będzie jeszcze trudniejsza, ze względu na bardzo niskie temperatury (dochodzące do minus 70 stopni Celsjusza) i dwukrotnie dłuższy dystans do pokonania. "Najgroźniejszy będzie bardzo uciążliwy, przenikliwy wiatr i pod tym kątem trzeba przygotować Jaśka. Podstawą sukcesu i gwarancją bezpieczeństwa będzie jego wygoda w protezie. Dyskutowaliśmy z nim, jakie zmiany poczynimy w nowym leju protezy, który właśnie powoli zaczynam dla niego robić. Postaram się, żeby była jak najlżejsza, jak najbardziej wytrzymała. Przy okazji zmienimy też troszeczkę ?design" tego leja. Jasiek wybrał sobie wzór panterki w kolorze niebieskim" - ujawnił Pulsowi Medycyny R. Rochmiński.
Protezy dla innych
Przypomnijmy, że proteza podudzia, której używał podczas wyprawy Janek Mela jest tzw. protezą modularną. Składa się z trzech modułów: stopy, leja i pylonu.
Powodzenie poprzedniej wyprawy to nie jest tylko osobisty sukces Jaśka Meli. Wydarzenie spowodowało istną lawinę zdarzeń. Fundacja TVN "Nie jesteś sam" rozpoczęła zbiórkę pieniędzy na protezy dla osób niepełnosprawnych ruchowo po amputacjach kończyn dolnych lub górnych. Z akcji SMS-owej "Razem na Biegun" udało się uzyskać ponad 733 tys. zł. 21 września, w czasie spotkania przedstawicieli dwóch fundacji: TVN i Marka Kamińskiego podjęto decyzję o dofinansowaniu z tej kwoty zakupu protezy dla 65 niepełnosprawnych osób, które zwróciły się z prośbą o taką pomoc.
Przełamanie psychicznych barier
Zdaniem Marka Kamińskiego, najważniejszym skutkiem zakończonej powodzeniem pierwszej wyprawy Jaśka Meli są zmiany w mentalności ludzkiej, w podejściu do osób niepełnosprawnych. Polarnik uważa, że możliwości niepełnosprawnych zaczęli inaczej postrzegać także lekarze. Potwierdza to Urszula Mela, matka Jasia. Przypomina, jakie były trudności z zebraniem zespołu lekarzy-konsultantów w trakcie przygotowań do pierwszej wyprawy, ponieważ wszyscy byli bardzo sceptyczni i nie wierzyli w jej powodzenie. "Lekarze są nastawieni na zachowanie zdrowia, to jest ich główna wartość. Trudno było więc przekonać ich do czegoś, co jest z punktu widzenia tego zdrowia zbędnym ryzykiem. Dzięki wyprawie wiem, że w naszym myśleniu jest dużo takich barier. Myślę, że tak nie można robić, takie podejście oddziela osoby niepełnosprawne od pełnosprawnych"- uważa mama Janka.

PULS MEDYCYNY Nr 10 (81) 28 kwietnia 2004

Specjalnie zbudowana proteza nogi pozwoliła Jankowi Meli wyprawić się na Biegun Północny

„Podczas nocy zdryfowało nas 1,5 km w kierunku przeciwnym do Bieguna Północnego, przez to dystans do przebycia zwiększył się do 24 km. Pogoda znowu się popsuła, niebo zachmurzyło się, widać dużo szczelin. Teren, po którym idziemy, przypomina krajobraz po trzęsieniu ziemi" - donosił 22 kwietnia Marek Kamiński. 24 kwietnia biegun został zdobyty. Znanemu polarnikowi towarzyszył 15-letni Jan Mela, który poruszał się na nartach dzięki specjalnej protezie nogi.

Jaś Mela - który został najmłodszym na świecie zdobywcą Bieguna Północnego - dwa lata temu został porażony prądem i miał amputowaną prawą rękę tuż poniżej łokcia oraz lewą nogę w połowie podudzia. Ma protezy obu kończyn, ale w liczącej 70 km trasie na biegun używał tylko jednej. Obie powstały w Łodzi, w polskiej siedzibie szwedzkiej firmy protetycznej Skandynawskiego Laboratorium Ortopedycznego (SOL Polska).
Test w ekstremalnych warunkach
Proteza podudzia jest tzw. protezą modularną i składa się z trzech modułów: stopy, leja i pylonu. Każda z części ma innego producenta. Nikt nigdy wcześniej nie użytkował protezy w tak ekstremalnych warunkach: podczas trwającego około 10 dni marszu w temperaturze -25 stopni C. Nie było zatem gotowych rozwiązań. Dlatego chłopiec zabrał ze sobą na biegun także zapasową protezę kończyny dolnej.
”Chodziło o to, by sposób montażu był jak najprostszy i by wyeliminować ewentualne problemy, takie jak pocenie się kikuta nogi. Zrezygnowaliśmy z jakiegokolwiek pokrycia kosmetycznego protezy, żeby Jaś miał jak najłatwiejszy dostęp do wszystkich jej części" - opowiada protetyk mgr fizjoterapii Robert Rochmiński, kierownik ds. medycznych Skandynawskiego Laboratorium Ortopedycznego (SOL).
Chłopiec na kikut kończyny miał założoną specjalną poliuretanową skarpetę. „Jest to rodzaj poduszki, która miała chronić go przed wszelkimi otarciami i uderzeniami, ale przede wszystkim stanowiła zawieszenie dla całej protezy. Czynność mocowania sztucznej kończyny była całkowicie uproszczona: Jaś wkładał nogę w skarpecie do leja wykonanego z włókna węglowego i połączonego tytanowym łącznikiem ze stopą. Musiał tylko dokręcić stalową linkę do skarpety. Blokuje ją specjalny zamek" - opowiada R. Rochmiński.
Podobnie jak stalowa linka, dzięki której proteza trzyma się kikuta, zamek jest autorskim rozwiązaniem działu badawczo-rozwojowego firmy SOL Polska. Dzięki temu do zamocowania protezy nie trzeba używać żadnych pasków. O wyborze tego rzadko stosowanego w protetyce rozwiązania zdecydowały względy medyczne: w kikucie nogi Jasia jest bardzo mało tkanek miękkich.
”Energetyczna" stopa z włókna węglowego
Także pozostałe elementy protezy zostały indywidualnie dobrane do potrzeb chłopca. Najważniejsze dla komfortu intensywnego marszu w protezie było właściwe dobranie leja protezowego. Jest to istotne, bo podczas chodu dźwigał nartę i ważne były ruchy skrętne nogą. Jaś bał się ewentualnych dolegliwości spowodowanych przez lej protezowy. Pozostałe rzeczy były wtórne. Chłopiec przetestował protezę pod tym kątem podczas wyjazdu do Norwegii, który poprzedził wyprawę na biegun. Po powrocie miał drobne uwagi, mówił, że w czasie ruchów skrętnych odczuwa ból głowy strzałki. Dokonaliśmy drobnych zmian. Jaś był zadowolony z wnętrza leja" - mówi Robert Rochmiński.
Dodatkowy komfort podczas marszu daje Jasiowi wykonana specjalnie na zamówienie w USA stopa z włókna węglowego, która umożliwia magazynowanie energii i oddawanie jej podczas chodu. „Ta stopa została dostosowana do aktywności i wagi Jasia. Chodziło o to, by była maksymalnie sprężysta podczas chodu. Zastosowanie włókna węglowego daje kompromis niskiej wagi przy ogromnej aktywności pracy. Wszystkie stopy, które są tradycyjnie stosowane, nie dają takiej sprężystości. Jest to stopa przeznaczona dla osób bardzo aktywnych. Można w niej biegać, podskakiwać, skakać ze spadochronem" - opowiada Robert Rochmiński.
Podczas testowania protezy w łódzkiej siedzibie laboratorium SOL Polska Robert Rochmiński zaproponował chłopcu, żeby w niej przebiegł. „Był zdziwiony. Powiedział, że nigdy nie biegał w protezie i nie wie, co to znaczy. Zaczął chodzić, przez kilka minut powoli, potem coraz szybciej, aż przeszedł do truchtu, a w końcu zaczął biec. Myślę, że dało mu to wiarę w to, że może dotrzeć w tej protezie na biegun" - uważa R. Rochmiński.
Protezę ufundowało chłopcu Skandynawskie Laboratorium Ortopedyczne. Całkowity jej koszt wynosi 30 tys. zł.
Wystarczył jeden kijek
W SOL Polska wykonano dla Jasia także protezę ręki, która obejmuje kikut przedramienia. Została skonstruowana przede wszystkim do obsługi kijka narciarskiego, którym miał się posługiwać, idąc na biegun. Jaś mógłby regulować sobie ustawienie kijka w dogodny dla siebie sposób w czasie chodu.
Razem z Markiem Kamińskim zdecydował jednak, że nie zabierze jej ze sobą, bo byłoby to zbyt uciążliwe i ryzykowne. Istniało niebezpieczeństwo, że kijek połączony z protezą utknie w jakiejś szczelinie i chłopiec nie będzie mógł się wyzwolić z protezy. Do odpychania się kijkiem Jaś używa tylko zdrowej ręki" - mówi Robert Rochmiński.
SOL Polska specjalizuje się w wykonywaniu protez modularnych, składanych z różnych elementów. Najważniejszym elementem, na który kładzie się nacisk jest lej protezowy. Tutaj tkwi tajemnica doboru najlepszej protezy dostosowanej do aktywności, wagi i wykonywanego przez pacjenta zawodu. Jako nieliczni w kraju protetycy SOL Polska wykonują też protezy estetyczne kończyny górnej. Są w stanie stworzyć niemal idealną kopię zdrowej dłoni.

Każdy ma swój biegun...

Organizując wyprawę „Razem na Biegun", Marek Kamiński postawił sobie za cel:
1. Umożliwienie skrzywdzonemu przez los chłopcu odbycie wyprawy na Biegun Północny, która ma dostarczyć mu wielu pozytywnych doświadczeń i wrażeń. Cykl przygotowań oraz sama wyprawa może nauczyć Jasia, jak planować i realizować trudne projekty, jak pracować i współpracować z innymi osobami i instytucjami, aby osiągnąć wytyczone zadania.
2. Jak najszersze, publiczne ukazanie osoby niepełnosprawnej jako pełnoprawnego uczestnika życia społecznego, która - z pomocą życzliwych osób i instytucji - może realizować nawet najtrudniejsze zadania i najskrytsze marzenia. Wyprawa ma pokazać innym dzieciom poszkodowanym przez los, że można przekraczać granice pozornie niemożliwe do pokonania.
3. W czasie trwania wyprawy Fundacja Marka Kamińskiego miała przeprowadzić akcję zbierania pieniędzy na protezy dla dzieci po wypadkach lub osób, które znajdują się w bardzo trudnej sytuacji. Protezy dobrej jakości umożliwiają powrót do aktywności fizycznej i dalsze życie przy jak najmniejszej ilości ograniczeń.
4. Zrealizowanie wraz z Polską Akademią Nauk programu badawczego dotyczącego globalnego ocieplenia.
5. Przeprowadzenie akcji edukacyjnej pod tytułem „Każdy ma swój biegun". Ma to być twórcze rozwinięcie - w formule konkursowej - idei wyprawy „Razem na Biegun". Konkurs ma zachęcić i zainspirować młodych ludzi do tego, aby wzorem Jasia Meli i Marka Kamińskiego zechcieli odważnie określić, a następnie konsekwentnie podążać ku swoim celom i marzeniom.
6. Podzielenie się doświadczeniami i wiedzą poprzez film dokumentalny o wyprawie i książkę, a także szereg spotkań po wyprawie.
7. Zaprezentowanie projektu „Razem na Biegun" na forum międzynarodowym.

ŻYCIE NA GORĄCO, NR 31, 29 lipca 2004r.

Ręka Przemka

Porażony prądem stracił kończynę. Nadzieję na normalność dała mu aktorka Dorota Stalińska.

Jedna chwila zaważyła na całym jego życiu. Młodzieńczym zrywem postanowił wraz z kolegami wejść na słup, by z wysokości obejrzeć panoramę miasta. Chłopcy nie mieli pojęcia, że nawet jeżeli nie będą dotykali przewodów wysokiego napięcia, prąd i tak może ich porazić, a nawet zabić. Wystarczy, że na słupie wytworzy się łuk elektryczny. Prąd o mocy 15 tysięcy woltów spalił Przemkowi Smyklińskiemu prawą rękę, skórę części głowy i ucha…
- To był istny koszmar. Najpierw niepewność, czy żyje, później, czy przeżyje. A gdy lekarze orzekli, że trzeba amputować rękę, bo życie naszego syna jest zagrożone… Sprowadziliśmy jeszcze jednego specjalistę, żeby upewnić się, że to absolutna konieczność. Niestety, potwierdził opinię swoich kolegów – wspomina pani Smyklińska, mama Przemka. – Najgorsza była chwila, gdy ordynator poprosił, bym podpisała zgodę na amputację. Nie mogłam… Myślałam, że Przemek do końca życia miałby do mnie pretensje. Że nie uwierzyłby, iż nie można było uratować jego ręki…
Przemka przekonali lekarze. Kiedy tylko odzyskał świadomość, powiedzieli mu: amputacja albo śmierć. Płacząc, sam podpisał zgodę na obcięcie ręki.
Wiele miesięcy spędził w szpitalach, przeszedł kilka operacji, przez rok był rehabilitowany. Chociaż w ocalałej lewej odzyskał sprawność, a głowa po przeszczepie skóry nie wymagała już interwencji chirurgicznych, to pozostawał ogromny uraz psychiczny. – Nawet na moment prozaiczne czynności nie pozwalały mi zapomnieć o tym, że nie mam ręki – przyznaje Przemek. – Jej brak odczuwałem na każdym kroku: kiedy chciałem zapalić światło, umyć zęby, zasznurować buty, posmarować chleb masłem… Największym wstrząsem była dla mnie reakcja może trzyletniej dziewczynki, którą spotkałem na ulicy. Kiedy zorientowała się, że nie mam ręki, przestraszyła się bardzo, zaczęła płakać i krzyczeć.
Nadzieja przyszła z telewizji
Rodzice nie wiedzieli, jak mu pomóc. – Zaczęłam nawet pisać lewą ręką, żeby przekonać najpierw siebie, potem Przemka, że to nic trudnego – opowiada pani Smyklińska. – Mimo wsparcia kolegów, pedagogów, naszych sąsiadów i finansowej pomocy mojego byłego zakładu pracy, i tak było ciężko. Przemek popadał w depresję.
Z rezygnacją patrzył, jak jego mama codziennie pisze listy z prośbą o pomoc finansową na protezę dla niego. – Protezy, które Przemek miał na początku, a które i tak było ciężko zdobyć, wypełniały tylko pusty rękaw i szybko się rozpadały. Ówczesna kasa chorych tylko częściowo pokrywała koszty – mówi mama chłopaka. – A o protezie, którą można chwycić coś, przytrzymać, nawet nie mogliśmy marzyć, bo jej cena była dla nas astronomiczna. Siedziałam więc całe wieczory i pisałam te błagalne prośby do kilkudziesięciu fundacji i różnych instytucji. Tylko kilka z nich odpowiedziało. Odmownie…
I właśnie wtedy, gdy zaczęła tracić nadzieję… - Zobaczyłam w telewizji panią Dorotę Stalińską i usłyszałam o jej fundacji Nadzieja. Pomyślałam, że może to i dla będzie jakaś nadzieja i napisałam do pani Doroty.
Marzenia stają się rzeczywistością
Dorota Stalińska obiecała, że postara się pomóc. Tylko tyle i aż tyle. Mijały miesiące, a ona wciąż zbierała fundusze na nową rękę dla Przemka podczas swoich spektakli i koncertów w Polsce i za granicą.
Aż nadszedł tak wyczekiwany dzień spotkania z aktorką na pomiarach w Skandynawskim Laboratorium Ortopedycznym w Łodzi. Wzruszenie odebrało im głos, bo nie mogli uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Że są już tak blisko…
Tymczasem aktorka zdobywała brakujące fundusze. Z pomocą jej przyszedł dr Wiesław Tomaszewski, prezes Fundacji Edukacji Medycznej i Promocji Zdrowia. Podczas organizowanego przez niego Jubileuszowego Kongresu Polskiej Ortopedii Dorota Stalińska wystąpiła ze swoim recitalem, pozyskując środki finansowe i pomoc ze strony producentów protez.
Firma OttoBock Polska podarowała jej fundacji mioelektryczną dłoń, a Skandynawskie Laboratorium Ortopedyczne – wykonawca całej protezy – zrezygnowało ze swojego zysku. – I chwała im za to. Bez ich pomocy pewnie jeszcze długo zbierałabym pieniądze, bo koszt takiej protezy to 30-40 tysięcy złotych – informuje aktorka. – Proteza jest droga, ale świetna. Można nią chwytać przedmioty, można poruszać palcami i w sposób kontrolowany rozwierać dłoń.
Może moja tragedia na coś się przyda
- Wszystko dzięki zainstalowanym w protezie sensorom, które odbierają impulsy z napiętych mięśni i przekazują je do zasilanego specjalnymi bateriami silnika, odpowiadającego za ruszanie palcami i rozwieranie dłoni – tłumaczy konsultant medyczny Sebastian Jastrzębski. – W takie same wyposażyliśmy Jasia Melę, chłopca, który z Markiem Kamińskim wyruszył na biegun północny.
Po krótkim przeszkoleniu Przemek podjął pierwsze próby chwytania i podnoszenia różnych przedmiotów. Do domu w Pabianicach wrócił z nową ręką. Niedawno zdał maturę i dziś jeszcze nie wie, czym zajmie się w przyszłości. Wie natomiast, że teraz będzie mu łatwiej każdego dnia, bo nowa ręka odmieniła jego życie. – Na pewno będę chciał coś zrobić dla innych – obiecuje. – Może moje bolesne doświadczenia ustrzegą innych młodych przed lekkomyślnymi wygłupami.

Małgorzata Iwanicka